Kiedy byłam mała, nie wiedziałam, co to tolerancja. Nie miałam pojęcia, że w ogóle istnieje taki termin. Potem spotkałam się z nietolerancją i to otworzyło mi oczy. Chcę opowiedzieć o czymś, co powinno być dla człowieka tak naturalne jak oddychanie, a co wciąż i od wielu lat – wcale takie oczywiste nie jest.

Kiedy słyszymy zdanie, takie jak to, od którego zaczęłam mój artykuł, możemy się automatycznie oburzyć. „Kiedy byłam mała, nie wiedziałam, co to tolerancja” – dziś powiedzielibyśmy, że rodzice popełnili podstawowy błąd, nie ucząc dziecka takiej rzeczy. No i tu dochodzimy do sedna sprawy, którą chcę wam przybliżyć. Nie wiedziałam co to tolerancja tylko dlatego, że była ona u nas w domu absolutnie naturalna. Jako dziecko nie miałam pojęcia, że istnieje na to jakiś termin. Tak samo, jak nie znamy konkretnego terminu na to, że kiedy świeci słońce to pojawia się uczucie ciepła na skórze. O tym, że termin taki jak tolerancja istnieje, dowiedziałam się dopiero w szkole, kiedy pojawiła się nietolerancja.

Tolerancja w szkołach – gdzie się podziała?

Przez 6 pięknych lat swojego życia byłam przekonana, że świat pozwala na wszystko, a inność nie jest problemem. Nie wiem, co musiałabym zrobić w swoim rodzinnym domu, żeby moi rodzice tego nie zaakceptowali. Prawdopodobnie tylko zrobienie krzywdy komuś lub sobie albo zachowanie się w sposób bardzo niekulturalny byłoby w stanie skłonić ich do zwrócenia mi uwagi. Nikt nie obserwował dokładnie tego, jak się bawię, nie musiałam odgrywać roli „dziewczynki”, mogłam się rozwijać w stu procentach naturalnie i w zgodzie z własnym charakterem. Nikt nie odwracał się na ulicy, jeśli ktoś wyglądał „dziwnie”, nikt nie zwracał uwagi na ludzi z innym kolorem skóry – bo byli to po prostu ludzie. Potem poszłam do szkoły.

W szkole okazało się, że kolor skóry, styl zabawy, wyznanie, stan posiadania, ubranie – to wszystko są powody do śmiechu, jeśli ktoś nie spełnia konkretnych norm. Nie mieściło mi się to w głowie, nie umiałam tego zrozumieć. Będąc w zerówce, kiedy klasa śmiała się z jednej dość ubogiej koleżanki, wstałam z krzesła i krzyknęłam na inne dzieci, żeby się tak nie zachowywały, bo dziewczynce jest z tego powodu przykro i w ogóle nie powinno się coś takiego wydarzyć. Pani wychowawczyni gratulowała potem mojej mamie dobrego wychowania dziecka, dlatego, że byłam do czegoś takiego zdolna. Moim zdaniem nie musiała nikomu tego gratulować – takie zachowanie powinno być wśród ludzi normą! Potem przyszła podstawówka i gimnazjum – było tylko gorzej, a ja dalej nie rozumiałam, czemu tak się dzieje.

Alergia na nietolerancję

Mam alergię na nietolerancję, taką samą, jaką ludzie mają na pyłki traw wiosną. Fizycznie mnie ona boli. Do dziś nie zrozumiałam, dlaczego człowiek szuka uniwersalnych norm dla społeczeństwa, czemu „inność” jest powodem do złości i czemu w ogóle odmienność jest czymś, z czym ludzie mają problem, a nawet dlaczego coś w ogóle uznajemy za „inne”. Mam też alergię na stereotypy, wtłaczanie ludzi w konkretne role i próby narzucania konkretnego działania. Kiedy słyszę na ulicy, jak matka mówi do córki: „Zachowuj się ładnie, jak dziewczynka” to coś mnie trafia. Dokładnie tak samo jest, kiedy słyszę wytarte frazesy na temat konkretnych grup etnicznych, albo jak ktoś nachalnie gapi się na człowieka, który ma inny kolor skóry niż ten przeważający w danym kraju.

Jesteśmy ludźmi. Biologicznie dzielimy się na mężczyzn i kobiety, ale wiecie co? Nic z tego nie wynika. Tak samo, jak nic nie wynika z tego, że ktoś ma jaśniejszą, a ktoś ciemniejszą skórę. To, z kim kto sypia, kogo kocha i ile ma pieniędzy – również nie ma znaczenia. Jedną rzeczą, która się liczy, jest wzajemny szacunek. Powinniśmy żyć w zgodzie ze sobą, ale ta nasza zgoda nie musi być wcale skorelowana z tym, jakie zadania i role przewidziano dla powiedzmy, dwudziestoparoletniej kobiety rasy białej.

Wolność ogranicza tylko inna wolność

Uważam, że wolność jest w życiu człowieka wartością największą. Jedyne, co powinno ją ograniczać to… wolność innej osoby. Do momentu, kiedy czyjaś swoboda nie krzywdzi innej jednostki, jest czymś, co powinno być najbardziej na świecie naturalne. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego ludzie czują potrzebę układania życia innych. Dlaczego komuś jest lepiej, wiedząc, że zabrania np. osobie innej orientacji seksualnej, zawarcia związku małżeńskiego z kimś, kogo ta osoba kocha. Co to właściwie zmienia w życiu osoby zabraniającej poza świadomością, że „stanęło na jego”?  Nie wiem. Mamy jedno życie, niespecjalnie długie, może skupmy się na tym, żeby żyć szczęśliwie i pamiętajmy o tym, że dla każdego „szczęście” oznacza coś innego i… nie ma w tym niczego złego.

Malwina Maria Kossela

Redaktor portalu Pikio.pl. Absolwentka filologii polskiej i pasjonatka historii. Przeciwniczka wszelkiego rodzaju przymusu i zwolenniczka jednostkowej wolności. Centrystka.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Odyniec: Nie ma wolności bez… dostępu do broni?
  2. Zaborowski: Dlaczego warto szczepić dzieci
  3. Wieczorek: Kobieta na krańcu Europy. O wakacyjnym feminizmie
  4. Pilecki: klasizm na lewicy

Jak poznać, czy przedawkowałeś kawę? 8 objawów


Te zdjęcia dowodzą, że ludzka głupota nie zna granic!

Zobacz również