Dziennikarze potrafią zrobić wszystko, żeby z nawet najzwyklejszego tematu zrobić sensację. Co dopiero, kiedy temat, chociaż wydaje się dotyczyć ekologii, staje się narzędziem wojny politycznej? Jednak próba połączenia kwestii sadzenia drzew przez członków partii opozycyjnych z wydarzeniami z kwietnia 2010 wydaje się po prostu kuriozalne.

W programie „Kwadrans polityczny” prowadzący Marek Pyza zapytał wicemarszałek sejmu z ramienia PO, Małgorzatę Kidawę-Błońską, czy nie miała „lekkiego zgryzu”, kiedy do akcji sadzenia drzew (tzw. Drzewo Plus) włączyła się czynnie była premier Ewa Kopacz. Konkretnie, według dziennikarza, skojarzenie powinno się nasuwać, kiedy Kopacz wzięła do ręki łopatę.

Skojarzenie, jakie miał prowadzący, mogłoby być śmieszne, gdyby nie to, jak bardzo śmieszne nie było. Pyza bowiem połączył sadzenie drzewa z osławiony zdaniem Ewy Kopacz, która, jeszcze jako minister zdrowia w rządzie PO, z mównicy sejmowej obiecywała posłom i Polakom, że w Smoleńsku przekopano ziemię „metr w głąb” w poszukiwaniu wszystkich szczątków ludzkich.

Pani wicemarszałek Kidawa-Błońska nie dała się wyprowadzić z równowagi. Stwierdziła, że komentarz dziennikarza TVP był bardzo nie na miejscu, gdyż, jak sam powiedział, inicjatywa jest bardzo zacna, dotyczy zupełnie czego innego, to jest zarzutów o szaleńczą wycinkę drzew i nie ma nic wspólnego z katastrofą smoleńską.

Dobrze, że Marek Pyza nie zarzucił pani marszałek próby doprowadzenia do kolejnej katastrofy przez sadzenie brzóz.

Zobacz również