Wcale nie dziwi, jeśli nachalność fanów doprowadza gwiazdy do szału. Podobnie jest z tzw. paparazzi, ale nie powinno dotyczyć dziennikarzy muzycznych. Można pomyśleć, że dziennikarz muzyczny sam staje się gwiazdą, a przebywanie w pobliżu znanych muzyków nie jest dla niego niczym niezwykłym. Inaczej było z pewnym dziennikarzem Programu Trzeciego Polskiego Radia zapatrzonego w swojego idola. Na szczęście miało to miejsce 30 lat temu.

Właśnie ukazała się książka „Marillion. The Iron Curtain 1987”. Autorem wydawnictwa jest Marcin Sitko, dziennikarz i publicysta, autor między innymi dzieł o zespole „The Rolling Stones” i festiwalu „Woodstock” 1969.

Opisuje on wydarzenia związane z trasą koncertową zespołu Marillion w Polsce późnego PRL-u. Pośród wielu anegdot jest też i ta o chęci pobicia dziennikarza. Dziennikarz popularnej „Trójki” Tomasz Beksiński tak pożądał kontaktu z Fishem, ówczesnym wokalistą Marillionu, że kiedy zespół wreszcie przyjechał do Polski – nie odstępował go na krok.

 – Przywalę mu – stwierdził w końcu zirytowany Fish. Czego tak bardzo chciał od niego Beksiński? Przede wszystkim założyć oficjalny fanklub Marillionu (na to jest potrzebna zgoda zespołu). Od kilku lat działał w już istniejącym, nieoficjalnym fanklubie, chciał wreszcie, aby jego działalność była autoryzowana przez zespół.

Przygoda z Polską dla grupy muzyków była ogromnym przeżyciem. PRL traktowali jak rozbieg przed wielką trasą koncertową. Uważali, że tu nikt nie zna ich muzyki, można być bardziej swobodnym, mniej się przejmować. Jakież było zdziwienie artystów, kiedy okazało się, że muzyka zespołu jest w Polsce bardzo dobrze znana.

 – Polscy fani okazali się bardzo kreatywni. Nie mogli kupić naszych płyt, więc przegrywali je na kasety – jeden od drugiego. To była masowa produkcja, zadziałała u was niczym naprawdę prężna wytwórnia płytowa – opowiadał później klawiszowiec zespołu, Mark Kelly.

Źródło: muzyka.interia.pl

...

Zobacz również