Obudzili się, a synka już nie było. Szczegóły zaginięcia z Polski sprawiają, że przechodzą ciarki

Obudzili się, a synka już nie było. Szczegóły zaginięcia z Polski sprawiają, że przechodzą ciarki Źródło: materiały policyjne

Tata nigdy nie zrezygnował z poszukiwań swojego syna. Mateusz zaginął 27 maja 2007 roku, miał wtedy 10 lat. Gdyby się odnalazł, już za tydzień obchodziłby swoje 24. urodziny. Rodzina przez lata próbowała trafić na jego ślad, bezskutecznie. Wysiłki policji i jasnowidzów również nie dały żadnych rezultatów.

Tata przez 13 lat żyje w niewiedzy. Nie wiadomo, co stało się z jego synem - świadkowie składali sprzeczne zeznania, policja nie natrafiła na żaden ślad.

10-letni Mateusz miał tylko wyjść pobawić się na godzinę

Mateusz Żukowski zaginął 27 maja 2007 roku. Wraz z rodzicami, Andrzejem i Marzeną oraz rodzeństwem: Piotrem, Angeliką, Pawłem i Martyną mieszkał w Ujazdowie w województwie lubelskim. Sprawa zaginięcia 10-letniego wtedy chłopca jest jedną z najbardziej zagadkowych spraw ostatnich lat. Tamtego feralnego, upalnego majowego dnia, Mateusz wybrał się ze swoim tatą na ryby. Pan Andrzej kilka dni wcześniej kupił skuter i chłopiec nie mógł doczekać się pierwszej oficjalnej przejażdżki.

Warto zaznaczyć, że Mateusz Żukowski panicznie bał się wody - nie umiał pływać, sam bał się do niej zbliżać. Za to uwielbiał łowić ryby, zawsze w bezpiecznej odległości od brzegu. Kiedy wrócił z tatą z połowu, chłopiec chciał pograć na komputerze. O 14:30 pan Andrzej położył się spać i obiecał synowi, że kolejnego dnia pojadą nad zalew około godziny 16:00. Wiadomo, że około godziny 15:00 chłopiec wyszedł z domu żeby pobawić się z kolegami - mieszkającym w sąsiedztwie rodzeństwem. Mieli udać się do parku oraz niedaleko wody. Mateusz obiecał tacie, że wróci na 16:00. Kiedy pan Andrzej się obudził, zaczął szykować sprzęt. Chłopca jednak nie było, mijały kolejne długie minuty, więc ojciec postanowił wziąć na ryby syna Pawła, przekonany, że Mateusz woli spędzać czas na zabawie z kolegami.

Tata robił wszystko, by odnaleźć syna. Zadłużył się, eksperci dali z siebie wszystko

Kiedy pan Andrzej wrócił do domu ok. 21:00 był zaskoczony, że syna nie ma w domu. Z kolei żona sądziła, że Mateusz jest z nim - przez pierwszą część dnia odsypiała po nocnej zmianie i opiekowała się najmłodszą córką. Natychmiast zaczęli szukać 10-latka w okolicy. Chłopcy, z którymi miał bawić się 10-latek zeznali, że rozstali się z nim pod domem państwa Żukowskich i nic nie wiedzą. Potem rozmijali się w zeznaniach i raz mówili, że Mateusz został w parku, innym razem, że poszedł do jeszcze innego kolegi.

DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ

O 22:00 w dniu zaginięcia sprawa została zgłoszona na policję. Najbardziej zagadkowe jest to, że poszukiwania zorganizowane nad rzeką Wieprz doprowadziły do odnalezienia ubrań Mateusza. Były one porzucone w metrowych pokrzywach, ale skrzętnie zwinięte w rulon. Brakowało jedynie majtek. Rodzice Mateusza nie mogli uwierzyć, przecież syn panicznie bał się wody i nawet mocno namawiamy nie odważyłby się zbliżyć do nurtu. Do tej pory nie wiadomo, co mogło stać się z chłopcem. Wszystko wskazuje na to, że się utopił, jednak na miejscu pracowali płetwonurkowie, psy tropiące, sonary, echosondy, a dno rzeki przeczesano kilkanaście razy i to na odcinku 40 km. Poza tym "po drodze" są zamontowane kraty, na których ciało z pewnością by się zatrzymało. Po dziecku nie było ani śladu.

Dzisiaj grzeje: 1. Pękła porażająca bariera, niedawno jeszcze nikt by nie uwierzył. Wyjątkowo smutne dane Ministerstwa Zdrowia
2. Wypłynęły prywatne wiadomości Latkowskiego i Szyca. Mnóstwo ostrych zdań i oskarżeń

Do tej pory nie wiadomo, co mogło stać się z dzieckiem. Część jasnowidzów mówi, że się utopił, inni, że został sprzedany i żyje za zachodnią granicą. Chłopcy, z którymi przebywał wtedy Mateusz, próbowali zrzucić z siebie winę, wymyślali różne scenariusze - to oni mogli widzieć chłopca ostatniego. Rodzice zarzucają też policji błędy: źle prowadzone śledztwo, nieodpowiednie zabezpieczenie dowodów, brak pobrania próbek DNA, a także brak skupienia się na ojcu braci, którzy tego dnia bawili się z Mateuszem w parku. Mężczyzna krótko po zaginięciu wzbogacił się o sporą ilość gotówki, nie potrafił też udowodnić, gdzie był w dniu zaginięcia Mateusza. Akcja poszukiwania 10-latka miała zasięg ogólnopolski. Przez te wszystkie lata pan Andrzej zadłużył się na 65 tys. złotych, zastawił nawet swój dom. Wraz z żoną nie pracują, nie pozwala im na to stan zdrowia. Nadal czekają na przełom w śledztwie. To nie jedyne tajemnicze zaginięcie na przestrzeni ostatnich lat.

Najlepsze newsy dnia:

  1. Łukasz Szumowski tłumaczy się z afery z maseczkami. "Już zapomnieliśmy, jaka była sytuacja"
  2. Patogwiazda Fame MMA przeszła nieprawdopodobną metamorfozę. Nie przypomina dawnej siebie (FOTO)
  3. Nagranie z ukrytej kamery ujawniło prawdę. Policjantki zatrzymały go za brak maseczki, skandaliczne, czego się dopuściły
  4. Tragiczne informacje obiegły media, rodzina królewska pogrążyła się w żałobie. Prawda okazała się zupełnie inna?
  5. Mieli wyrzucić stare prześcieradła po zmarłej babci. Gdy zobaczyli, co leży między nimi, złapali się za głowy
  6. Prawie nikt nie potrafi rozpoznać, pod którym numerem jest najzdrowsze żółtko. Mylą się niemal wszyscy

Źródło: Zrzutka

Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News