Tuż po śmierci w domu Kory stało się coś strasznego. Nikt o tym nie mówił

Tuż po śmierci w domu Kory stało się coś strasznego. Nikt o tym nie mówił

Pogrzeb Kory już za nami. Od kilkunastu dni cała Polska żyje śmiercią artystki. Najbliżsi przyjaciele oraz najbardziej znane postaci show-biznesu pożegnały wokalistkę. Nie zabrakło wzniosłych przemówień oraz wzruszeń, ale o tym co działo się bezpośrednio po śmierci Kory w jej domu, nikt jeszcze nie mówił. Do dziś.

Noc, w którą odeszła wokalistka była wyjątkowa, bowiem miejsce miało najdłuższe zaćmienie księżyca. 28 lipca 2018 roku miliony spoglądało na niebo. Tę magiczną i ostatnią noc Olga Jackowska spędziła wśród najbliższych. Towarzyszyli jej: mąż Kamil, synowie, wnuk oraz menedżerka Kasia. Najbliższa przyjaciółka zmarłej, Magdalena Środa wspomina: - Odchodziła w noc, w którą wszyscy na świecie gapili się w niebo, na księżyc. Symbol kobiecych mocy. Długo się chował, znikał, a potem spektakularnie odsłaniał. Rozpaliliśmy "szamańskie" ognisko, postawiliśmy na łące lunetę, choć i tak gołym okiem było lepiej widzieć tę przemianę. Opowiadaliśmy jej o niej, trzymając za rękę, głaszcząc, szepcząc. Nie było już kontaktu, ale musiała nas słyszeć. Boginie słyszą wszystko. I nie umierają.

Śmierć Kory - jak wyglądały pierwsze chwile po odejściu artystki?

Szczegółowy opis na podaje Małgorzata Niemczyńska. Zdaniem dziennikarki, tuż po śmieci wokalistki w domu było kilkoro najbliższych. Ciało zmarłej nie było ruszane przez godzinę, wszyscy zamarli w ciszy i zbierali myśli. Następnie bliscy zaczęli kompletować ubrania Jackowskiej, ostatecznie ubierając ją w czarny golf, kolorowy żakiet i turban. Taki styl najbardziej odzwierciedlał współczesny wizerunek Kory. Zmarła na kilka dni przed śmiercią zaznaczała, że czarny golf jest jej ulubionym. W domu zjawiło się kilku zaprzyjaźnionych sąsiadów. Zapalono świece i rozpoczęto czuwanie. Gdy po ciało zmarłej przyjechała firma pogrzebowa, przypadkiem włączono pieśni tybetańskich mnichów. Zebranych ogarnęło wzruszenie.

Dziwne zjawiska w noc odejścia Kory

Podczas tej smutnej lipcowej nocy miały miejsce dziwne wydarzenia. Opiekunka wokalistki, Magdalena Klorek na łamach "Wysokich Obcasów" opowiedziała o proroczym śnie. Ten opis u wielu osób może wywołać ciarki. - Kiedy zmarła, położyłam się chyba około północy i obudziłam się o godz, 3:33. Trzy trójki, a więc dziewiątka, a dziewiątka to koniec, zwieńczenie. A wiesz, dlaczego się obudziłam? Ponieważ przyśniło mi się, że Kora chodzi po domu i mówi: "Jestem wolna, jestem szczęśliwa" - wyznaje Klorek.



Najlepsze newsy dnia:

  1. Małgorzata Rozenek jest zdruzgotana! "Radosław zostawił, że ją zostawia"
  2. Słynny polski reżyser stracił córkę. Pozostało po niej tylko jedno
  3. Agnieszka Chylińska martwi fanów. "Dzieje się z nią coś okropnego"
Następny artykuł