Strażnik więzienny jak alfons. Sprzedawał więźniarki za 50 złotych

Strażnik więzienny jak alfons. Sprzedawał więźniarki za 50 złotych Źródło: cloudfront.net, pexels.com

Nadużywanie władzy nie jest w naszym kraju czymś niezwykłym. Praktycznie codziennie docierają do nas wiadomości o nadużyciu, którego ktoś się dopuścił, by zyskać określone korzyści - czy to polityk, bogaty czy też duchowny. Jak pokazują wydarzenia z Wrocławia, ze swojego lepszego usytuowania korzystają też strażnicy więzienni.

O tym, że pieniędzy nigdy nie jest za wiele, wiemy dobrze wszyscy. Zgodnie z tą zasadą, jeżeli możemy wzbogacić się o jakąś sumę, zazwyczaj podejmiemy się działania. Nie inaczej myślał "przedsiębiorczy" strażnik z więzienia przy ulicy Kleczkowskiej we Wrocławiu.

Artur K. upatrzył całkiem dobry interes na sprzedawaniu usług seksualnych więźniarek. Klientami strażnika byli więźniowie, którzy za odpowiednią sumą dostawali się do osadzonych. Ceny za seks, jakie ustalił Artur K., wynosiły od 50 do 100 zł. Po otrzymaniu pieniędzy K. otwierał przejście na oddział kobiecy.

Wrocławska prokuratura otrzymała doniesienia jakoby w ten proceder zaangażowani byli inni strażnicy. Ci także mieli pobierać odpowiednie sumy za wpuszczanie więźniów na oddział kobiecy w wiadomym celu. Śledczy podjęli się jednak wystosowania oskarżenia przeciw Arturowi K., które obejmuje tylko dwa zdarzenia.

Okazuje się, że Artur K. okryty już był złą sławą wśród osadzonych. K. znany był ze swojej brutalności i nagminnego nadużywania swojej władzy. Kiedy w 2012 roku jeden z więźniów wypisywał skargi na strażnika, ten postarał się o przeniesienie go do innej celi. Tam mężczyznę do nieprzytomności katowali przez 7 godzin umówieni z K. więźniowie.

Poza sutenerstwem i zleceniami na więźniów, mówi się też o łapówce. Strażnik miał bowiem przyjąć 15 tys. złotych za wydanie pozytywnej opinii o osadzonym, by ten mógł prędzej wyjść z więzienia. To jednak nie koniec listy grzechów Wrocławianina. Śledczy badają też tropy, które wskazują na to, że K. żył w dobrej komitywie ze skazanymi. Miał ich zaopatrywać w narkotyki, alkohole, a nawet zestawy kina domowego.

K. może niebawem sam trafić za kraty. Prokuratura ma już wystarczający materiał dowodowy, by postarać się o jego skazanie. Śledczy już wyliczają ile Arturowi K. może grozić lat odsiadki. Ze wstępnych obliczeń wynika, że jako więzień spędzi 16 lat. Sam oskarżony wszystkie zarzuty odpiera i mówi, że nic nie wie.

pt
Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News