Sławomir Świerzyński nie ma sobie nic do zarzucenia
TOMASZ RADZIK/East News
Monika Majko - 14 Stycznia 2021

Dziennikarze ujawnili całą prawdę. Chodzi o oszustwa Świerzyńskiego

Sławomir Świerzyński twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” ujawnili całą prawdę o oszustwach, jakich miał dopuścić się zespół Bayer Full na przestrzeni wielu lat. Okazuje się, że grupa przez lata czerpała korzyści z twórczości innych, nie pytając o zgodę na wykorzystanie ich piosenek.

Sławomir Świerzyński jest liderem zespołu Bayer Full, który od lat znajduje się w czołówce najpopularniejszych wykonawców muzyki disco polo. Okazuje się jednak, że grupa przez lata korzystała z nieswojej twórczości. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” ujawnili całą prawdę o oszustwach, jakich miał się dopuścić piosenkarz i jego współpracownicy.

Sławomir Świerzyński „pożyczał” piosenki bez zgody twórców

Kilka miesięcy temu Sąd Okręgowy w Płocku uznał skargę współzałożyciela i lidera zespołu Wały Jagiellońskie Grzegorza Bukały, który zgłosił naruszenie praw autorskich przez zespół Bayer Full. Chodzi o piosenkę „Tawerna pod pijaną zgrają”, którą zespół wykonuje już od ponad 20 lat bez zgody autora. Gwiazdor disco polo został zobowiązany do wycofania z obrotu i zniszczenia nośników, na których piosenka została powielona z błędnym opisem autora, a także przeprosin twórcy utworu. Wyrok nie jest jednak prawomocny, a Grzegorz Bakuła do tej pory nie doczekał się przeprosin, ponieważ Sławomir Świerzyński zamierza się odwołać od postanowienia sądu.

Jak ujawnili jednak dziennikarze „Gazety Wyborczej”, to nie jedyna taka sytuacja. Okazuje się, że na przestrzeni lat zespół Bayer Full wielokrotnie korzystał z nieswojej twórczości, jednocześnie nie pytając o zgodę autorów przywłaszczonych piosenek. W 2012 roku Sąd Apelacyjny w Łodzi uznał, że Bayer Full dopuścił się częściowego plagiatu „Takiej piosenki” Karola Płudowskiego z 1979 roku. Jak ustalili dziennikarze, autorzy piosenek z nurtu turystyczno-harcerskiego już dawno zauważyli podejrzaną korelację, pomiędzy twórczością grupy disco polo a znanymi im piosenkami śpiewanymi przy ogniskach czy na przeglądach piosenek.

W piosence „Pechowy dzień” Bayer Full miał dokonać drobnej korekty melodii, a w „Krajobrazach” zmienił tempo piosenki i w opisie utworu pominięto informację, że zwrotki zostały przepisane z wiersza Adama Asnyka „Letni wieczór”. Piosenkę pt. „Jaworzyna” miał napisać Wojciech Belon, choć tak naprawdę należy do Jerzego Reisera, natomiast „Nie pij tyle” przypisywane jest A. Wilczkowi, choć jest to utwór Mieczysława Slopka, który w oryginalne nosi tytuł „Jabolo solo”.

Rodzice 13-letniej Patrycji przerwali milczenie. Powiedzieli wszystko o 15-letnim zabójcy ich córkiRodzice 13-letniej Patrycji przerwali milczenie. Powiedzieli wszystko o 15-letnim zabójcy ich córkiCzytaj dalej

– Tę piosenkę rzeczywiście stworzyliśmy z chłopakami z grupy BCF przy jabolu. Mieliśmy grać po przeglądach i festiwalach, więc potrzebny był repertuar. I tak powstało „Jabolo solo”. Pierwsze wykonanie miało miejsce w 1979 r. w klubie studenckim Imak w Bielsku-Białej. [...] Zerżnięta słowo w słowo, prymka w prymkę. Żenująca wersja. Nikt nie dochował staranności, aby podpisać mnie jako autora. Nikt mnie nie zapytał o zgodę – komentuje Mieczysław Slopek.

– Świerzyński słynie z opowiadań, jak to spotykał na wędrownym szklaku autorów, którzy powierzali mu swoje piosenki. Tylko mnie jakimś cudem nie spotkał – dodał autor piosenki.

Sławomir Świerzyński nie czuje się jednak winny. Jak wskazuje lider zespołu Bayer Full, to nie grupa była wydawcą kaset, na które trafiały piosenki cudzego autorstwa, a to producent ma obowiązek uzyskania odpowiedniej licencji, pozwalającej na wykorzystanie czyjejś piosenki

– Producent występuje do organizacji zbiorowego zarządzania takiej jak nasza o uzyskanie zgody autora i udzielenie licencji oraz odprowadza wynagrodzenia autorskie na rzecz twórców, których utwory będą wykorzystane na płycie albo kasecie. Jeżeli dany twórca nie jest reprezentowany przez organizację, to producent musi uzyskać licencję bezpośrednio od niego i zapłacić wynagrodzenia autorskie. Umowa licencyjna dla celów dowodowych powinna być na piśmie – informuje Anna Klimczak z ZAiKS-u.

– Przed wydaniem płyty czy kasety wydawca sprawdzał i potwierdzał autorów i kompozytorów. W przypadku błędu w deklaracji ZAiKS koryguje błędne nazwiska lub informuje, że nie chroni tego autora. Jeśli udziela licencji, to wydawca jest chroniony prawem – uważa Świerzyński.

Artykuły polecane przez redakcję Pikio:

Krystyna Janda mieszka w pałacu jak z bajki. Trudno uwierzyć w jakich pławi się luksusachKrystyna Janda mieszka w pałacu jak z bajki. Trudno uwierzyć, w jakich pławi się luksusachCzytaj dalej

Źródło: Gazeta Wyborcza

Następny artykułNie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na:Obserwuj nas na Google News Google News