Szef separatystycznego ruchu Kalifornii, „Yes, California”, postarał się o utworzenie w stolicy Rosji specjalnego centrum promującego Kalifornię i jej kulturę. Placówka potocznie zwana „ambasadą” jest jednym z kolejnych kroków separatystycznego ruchu w stronę uzyskania niepodległości.

Louis Marinelli, szef „Yes, California”, może mówić o niemałym sukcesie reklamowym. O ambasadzie Kalifornii, jaką udało mu się stworzyć w Moskwie, rozpisywały się jeszcze kilka dni temu anglojęzyczne media. Chociaż ośrodek, jak podkreślił Marinelli, ma tylko za zadanie „promować relacje handlowe i turystykę Kalifornii”, a nie zajmowanie się dyplomacją, już zyskał miano ambasady.

Niemniej jednak, jak podkreślał sam założyciel centrum kulturalnego, budynek „ambasady” to pierwszy krok w stronę „położenia fundamentów pod dwustronne stosunki Kalifornia-Rosja”.

 – Nie występujemy o wojskowe wsparcie Rosji. Moim zamiarem jest położenie fundamentów pod stosunki dwustronne między niepodległą Kalifornią i Rosją – oświadczył lider „Yes, California”.

Kampania na rzecz tzw. Calexitu ma jednak małe szanse powodzenia. Tak przynajmniej twierdzą media w USA. Ruch nie daje jednak za wygraną i zabiega o głosy poparcia ze strony Rosji i Chin, czyli krajów, które mają prawo weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Uznanie niepodległości Kalifornii przez te dwa mocarstwa byłoby ważne strategicznie.

Co ciekawe, sam Marinelli mieszka od kilku miesięcy w Rosji. Amerykańskie media właśnie na to kładą duży nacisk w swoich przekazach dotyczących ruchu „Yes, California”. Amerykanin od września mieszka w Jekaterynburgu na Uralu. Marinelli przeprowadził się w to miejsce razem ze swoją żoną, która jest Rosjanką. W USA juz pojawiają się więc głosy, że separatyści zgromadzeni wokół Marinelliego działają na rzecz Rosji, której zależy na destabilizacji wewnętrznej w USA.

pt

...

Zobacz również