Nadciągający szczyt Trójmorza jest ważnym wydarzeniem dla dyplomacji 12 uczestniczących w nim państw. W gronie tym, co zdumiewające, brakuje naszego bliskiego sąsiada – Ukrainy.

Media zza naszej wschodniej granicy nie powstrzymują się od komentowania nadchodzącego szczytu. Fakt, iż zaproszenia na wydarzenie nie otrzymał Petro Poroszenko, odbierany jest jako bardzo wymowny gest.

Brak zaproszenia dla prezydenta Petra Poroszenki na szczyt Trójmorza w Warszawie z udziałem prezydenta USA Donalda Trumpa jest kolejnym testem na przyjaźń i wzajemne zaufanie między Ukrainą i Polską – czytamy w gazecie „Deń”.

Gest ma szansę zostać jednoznacznie odebrany przez Ukraińców, którzy do tej pory pokładali nadzieję w Polsce, jako swoim obrońcy.

Niewykluczone, że takie działanie Warszawy może być pewnym otrzeźwieniem dla wielu na Ukrainie, którzy do dziś uważają Polskę za adwokata Ukrainy – napisał Mykoła Siruk z gazety „Deń”.

Zdaniem redaktora Polskę nazwać można „lobbystą” lub „przyjacielem” Ukrainy, ale nie jej adwokatem. Obrony kraju na arenie Unii Europejskiej podejmować się mają inne kraje.

Alona Hetmanczuk, dyrektor kijowskiego Instytutu Polityki Światowej, próbuje zrozumieć motywacje polskiego rządu. Powodem dla którego Ukraina nie została zaproszona na szczyt, może być jego charakter – daleki od geopolitycznego. Gdyby do spotkania grupy państw wchodzących w skład UE dołączyła Ukraina – mogłoby to zostać odebrane jako ofensywne wobec Rosji.

Jest to bardzo dziwna sytuacja: przed rokiem, w Dniu Niepodległości (Ukrainy) polski prezydent (składając wizytę w Kijowie – PAP) aktywnie zapraszał Ukrainę do udziału w tym projekcie, a dziś okazuje się, że Ukraina nie jest w nim zbyt mile widziana. Inną kwestią jest to, że Ukraina sama nie za bardzo widzi się w roli uczestnika tej inicjatywy. Jechać do Warszawy dla kolejnego zdjęcia nie ma potrzeby – przytacza wypowiedź Hetmanczuk gazeta „Deń”.

źródło: Rzeczpospolita

...

Zobacz również