Tomasz Lis jest znany ze swojej niechęci do partii rządzącej i sprzyjających jej mediów. Tym razem spróbował zaatakować prorządowy portal niezalezna.pl, jednak skończyło się jak w starym  porzekadle: kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada.

Lis wstawił na Twitterze zdjęcie portalu, na którym widać erotyczną reklamę zachęcającą internautę do „poznania samotnych ukraińskich kobiet”.

– Ciekawa reklama na PIS-owskim portalu niezależna.pl – skomentował złośliwie Lis.

Okazuje się jednak, że reklamy na tej stronie są… spersonalizowane. Dostosowują się więc do treści, jakich w internecie poszukuje użytkownik danej przeglądarki – w tym wypadku Tomasz Lis. Nietrudno więc wyciągnąć wniosek, jakie strony były wcześniej przeglądane za pomocą redaktorskiego komputera.

Dziennikarz będzie musiał się tłumaczyć przed swoją żoną, Hanną Lis. Raczej nie spodoba się jej fakt, że jej mąż poszukuje w internecie erotycznych treści.

14138361_1192722910786940_405773173_n

Dla przykładu, moja wersja reklam na niezalezna.pl

Wpadkę redaktora natychmiast podłapali internauci, a pod wpisem Lisa na twitterze zaroiło się od ironicznych komentarzy, obśmiewających redaktora. Tomasz Lis odpisał krótko:

– Sorki. Nie odwiedzam.

Polub fanpage pluralistycznego, bezstronnego portalu:

Zobacz również

...