Przemoc w domu jest jedną z najczęstszych powodów interwencji policji w Polsce. Pomimo podjęcia tematu w mediach i apeli władz o pomoc w namierzaniu dysfunkcyjnych rodzin, wciąż pojawiają się wiadomości o bestialskich zachowaniach dorosłych. Historia Bartusia z Kamiennej Góry i wspomnienie o jego tragicznym losie, na nowo obudziły apel. 

Przemoc w domu Bartusia zdarzała się niemal codziennie. Gdy przywieziono chłopca do szpitala, lekarze zaczęli natychmiast reanimację. Wielu się wydawało, że nie uda się go uratować. Wiadomość o tym, co spotkało go w jego domu była wstrząsająca, a bestialski ojczym już został skazany za swój czyn.

Przemoc w domu Bartusia była na porządku dziennym. Czemu nikt nie pomógł chłopcu obronić go przed tragedią?

Po raz pierwszy konkubent matki Bartusia użył wobec niego przemocy w 2008 roku. Bestialstwo mężczyzny rosło z czasem. Wystarczył mały bodziec, aby chłopiec został przez niego skatowany. Kobieta, która widziała cierpienie swojego dziecka, nie reagowała.

Ojczym chłopca pewnego dnia złapał małego Bartusia i cisnął nim o ziemię. Matka nie zareagowała także wtedy. Wzrastająca w mężczyźnie agresja całkowicie pozbawiła go zmysłów. Wziął kabel i zaczął okładać nim chłopca. Takie sytuacje miały miejsce niemal codziennie.

Dzień później ojczym Bartusia uderzył nim o piec kaflowy. Chłopiec padł na ziemię po mocnym uderzeniu w głowę. Konkubent matki często katował go gumowym pasem, sznurem, pięściami bił chłopca po genitaliach. Dramat ten trwał tygodniami, w końcu chłopiec położył się w łóżeczku i niemal przestał oddychać. Matka zabrała go do szpitala. Tam lekarzom nie udało się go odratować. Zmarł gdy miał zaledwie 3,5 roku.

Dopiero sekcja zwłok chłopca ujawniła, z jakim koszmarem musiało się mierzyć dziecko od kilku miesięcy. Gdy lekarze, którzy zbadali ciało Bartusia, nie mogli uwierzyć. Przemoc w jego domu była na porządku dziennym.

Precedensowa sprawa

Ojczym chłopca został oskarżony o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Został skazany na dożywocie. Matka, która nie zareagowała została skazana na piętnaście lat pozbawienia wolności.

Kilka lat od śmierci Bartusia została utworzona zbiórka na Facebooku, która ma za zadanie zebranie pieniędzy na nowy nagrobek dla chłopca.

DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ

12 PRZERAŻAJĄCYCH zdjęć, których zagadki nie udało się rozwiązać

– Walczymy o pamięć tych dzieci i jeśli ich groby są zaniedbane chcemy zrobić coś nowego. Kiedy poznałam historię innego chłopca Oskarka Małgorzaciaka, która wstrząsnęła mną okrutnie zdecydowałam się coś zrobić. Cokolwiek. Tak powstała nasza facebookowa grupa „Ku pamięci zakatowanym dzieciom”, która prowadzę wspólnie z równie zaangażowanymi osobami – napisała dziennikarka Ewa Stawska, która zajmuje się sprawami przemocy w domu nad dziećmi.

Kobieta zajmuje się także pomocą w zebraniu środków na pomnik dla Bartusia.

Dziennikarze przypominają o tragicznej sytuacji chłopca, by na nowo przywrócić dyskusję o przemocy w domu. Najokrutniejszą jej formą jest znęcanie się nad bezbronnymi dziećmi.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Nieoczekiwane wyznanie Franciszka na temat przemocy seksualnej. „To obciąża moje sumienie”
  2. Oburzenie po słowach szefa ZHR. „Śmierć dzieci w nawałnicy to Boży Plan”
  3. Znamy przyczynę śmierci Konrada Gacy! Sekcja zwłok zdradziła wszystko

Na wieść o śmierci Kory Gienek Loska zaczął się ruszać. Gwiazdy, które zapadły w śpiączkę

Zobacz również