Sklepowy gigant w Polsce upada. Największy bankrut od dekad

Sklepowy gigant w Polsce upada. Największy bankrut od dekad

To prawdziwie zaskakująca sytuacja. Upada jedna z największych sieci sklepów w Polsce w swojej branży. Warto zapamiętać tę chwilę, bardzo możliwe bowiem, że przez lata nie będziemy świadkami takiego bankructwa.

Sieć sklepów Praktiker wywodzi się z Niemiec, do Polski zaś trafiła w 1997 roku. Przez wiele lat z sukcesami konkurowała z popularniejszą w kraju francuską Castoramą. W końcu jednak, z powodu upadłości niemieckiej centrali, także w Polsce sieć zaczęła mieć poważne problemy. ZOBACZ TAKŻE: SKANDAL w wielkiej firmie. Nie płacili pensji, a to jak PONIŻYLI polskich pracowników nie mieści się w głowie

Praktiker upadł, najgorzej mają wierzyciele

W polskich sklepach niemieckiej sieci od ubiegłego roku działa syndyk. Wcześniej kilka instytucji podjęło próby ratowania firmy, jednak żadna z nich nie dała efektu. Ostatecznie w 2017 roku w kilku ostatnich sklepach sieci prowadzono wyprzedaż. Ceny były obniżone nawet o 90%, to jednak pozwoliło na odzyskanie jedynie ok. 22 mln zł. Tymczasem wierzytelności Praktikera (tylko te bezsporne) wynoszą 144 mln zł. Do tego dochodzi 38 mln wierzytelności spornych. Jeśli sąd ustali, że one także mają zostać spłacone, dług jeszcze się powiększy. Już teraz można stwierdzić z dużą dozą prawdopodobieństwa, że większość wierzycieli, w tym ci najmniejsi, którym najbardziej zależy na odzyskaniu długów - dostawcy - prawdopodobnie nie dostaną nic. Być może zwrot będzie szczątkowy. ZOBACZ TAKŻE: Szokujący pomysł dyskontu. Biedronka naprawdę robi to swoim pracownikom To dlatego, że pierwsze w kolejności są instytucje państwowe - ZUS, fiskus, a przede wszystkim Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Państwo sporo dołożyło się do ratowania sytuacji sklepu, bowiem firma nie zagwarantowała pracownikom pensji i odpraw. Zwalniani pracownicy dostali - po dłuższej walce - zwrot wstrzymanych płac dopiero od urzędów pracy. Tylko FGŚP spodziewa się zwrotu w wysokości 6,5 mln zł.

Wierzyciele, pracownicy i... syndyk

Nie tylko długi są do spłacenia. Mało kto wie, że upadłość także generuje koszty. Jak wyliczają media, do końca 2017 roku było to już 7,5 mln zł. Majątku praktycznie już nie ma. Marka, którą wyceniono na 13,5 mln zł ma być kupiona za ok. 2 mln. zł. To co w tej chwili zostało, to puste hale i resztki wyposażenia. Całość nie jest warta wiele. A dłużnicy czekają. I wiele wskazuje na to, że się nie doczekają. ZOBACZ TAKŻE: Szczecin: Śmierć pracownika Amazona, to NIE był wypadek przy pracy Następny artykuł Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News