Powtórka z 2005 roku

Powtórka z 2005 roku Źródło:

Po 10 latach PiS przypomniał sobie, jak wygląda zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Czy teraz będziemy mieli do czynienia z powtórką zwycięstwa partii Kaczyńskiego w wyborach parlamentarnych? 

To, co skrzętnie pomijają politycy PiS odwołując się do tej historii, to fakt, że w 2005 roku wygrali, ale nie od razu zdobyli większość. Kto wie, czy tym razem w ogóle ją zdobędą?

Jednak świetne sondaże wskazują, że tym razem może być inaczej. Tym razem do większości PiS może nie potrzebować więcej koalicjantów, ponad partie ze Zjednoczonej Prawicy. To właśnie po tzw. zjednoczeniu prawicy lista PiS w końcu zaczęła zbliżać się do wyborczych zwycięstw, a potem sukces odniósł Andrzej Duda. Niepokoić oczekujących zdobycia większości przez PiS może dążenie władz tej partii do marginalizacji pozostałych partii Zjednoczonej Prawicy. Z jednej strony - nie można odebrać PIS-owi tego, że jest formacją nieporównywalnie silniejszą. Z drugiej - w latach, gdy zwalczała mniejszą prawicową konkurencję, zamiast z nią współpracować, zawsze osiągała wyniki dalekie od zwycięstwa.

W mediach pojawiają się takie głosy, jak ten, znaleziony przeze mnie na jednym z serwisów internetowych: "Jarosław Kaczyński czyści sobie pole, żeby przy większości w Sejmie małe grupki go nie szantażowały. Rozbił już Polskę Razem upokarzając Pawła Kowala. Solidarna Polska też została poniżona. Z Prawicą RP jest o tyle skomplikowana sytuacja, że to jest raczej spójna wewnętrznie grupa, nie dałaby się rozbić w Sejmie. Kaczyński musiał więc ją trochę przytemperować. Dlatego zamiast 41, mają 11 ósemek. Gwarantuje to, że do Sejmu nie wejdzie kilkanaście, ale ze szczęściem kilku jurkowców." Jest to ocena trochę przesadzona, bo po kilku sensacyjnych przekazach medialnych okazało się, że de facto partie Gowina i Ziobry otrzymały większość tego, co otrzymać miały. Natomiast partia Marka Jurka pogodziła się z gorszymi miejscami dla większości swoich działaczy. Kto wie, może to nawet podziałać mobilizująco na lokalne struktury, aby jeszcze mocniej promować swoich kandydatów, co da cenne dodatkowe głosy liście PiS.

Jednak niepokojące głosy docierają także w kontekście ogólnego układu list PiS. Tutaj także oddam głos komentatorowi jednego z serwisów internetowych: "A listy PiS wyglądają na układane... na czas bycia opozycją. I układane pod lokalnych działaczy związanych często jeszcze z PC - np. b. wicestarosta jasielski Lechowski (z listy wyleciał poseł Rzońca z Jasła i wicem. województwa z Jasła Kurowska z SolPol) i wicestarosta ostrowski Ławniczak (a wycięto Derę, posła... z Ostrowa Wlkp). O dziwnych jedynkach typu Krupka czy degradacji radnego Wróblewskiego z Poznania na 9. nie wspominając..." Ktoś może się zastanowić - po czym poznać listy układane na czas bycia opozycją? A po czym poznać te układane na czas bycia władzą? Tutaj też odwołam się do cytatu z jednego z serwisów internetowych: "Listy byłyby nastawione na maksymalizację wyniku. Zaczynając od silnych liderów list. Tu raczej widać promocję pewnej części partii i odwdzięczanie się sojusznikom medialno-finansowym. W 2011 roku było widać koncepcję list wyborczych. A teraz? Na jedynkach Zagórski, Krupka, Czabański, Lichocka. Wycinki popularnych lokalsów, a znający się na sprawach rolnictwa poseł Ardanowski wypada na 5. pozycję za... jakąś panią z Polski Razem i za posłem Zbonikowskim."

Być może takie oceny są przesadzone, być może przedstawiane, aby dokuczyć partii Kaczyńskiego. Niemniej jednak zwolennikom PiS i szerokiego obozu zmian powinny pokazywać, że wcale tak łatwo nie będzie, a przeciwnikom - że jeszcze nic nie stracone. Jak będzie - dowiemy się po 25 października.

Następny artykuł Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News