Polska cyberprzestrzeń jest chroniona tak słabo, że przeprowadzenie ataku na wielką skalę jest możliwe – alarmuje NIK.

Według Najwyższej Izby Kontroli może dojść do podobnego ataku jaki miał miejsce w Estonii. W 2007 roku hakerzy, najprawdopodobniej związani z Moskwą, niemal sparaliżowali kraj. Przestały działać bankomaty i telefony komórkowe, padły także strony kilku ministerstw.

NIK zbadał poziom cyfrowych zabezpieczeń w Polsce pod koniec 2014 roku, wnioski były katastrofalne. Na konferencji, która odbyła się kilka miesięcy po powstaniu raportu Tomasz Sodryl stwierdził, że nie podjęto niemal żadnych kroków, aby naprawić obecny stan rzeczy. Zdaniem NIK największym problemem jest brak „jednego ośrodka decyzyjnego”. Podobne wnioski płyną z raportu ABW, które alarmuje, że znacznie zwiększyła się częstotliwość ataków na naszą administrację.

„Czy w tym kraju musi się wydarzyć coś tragicznego, byśmy zaczęli działać? Czy musi się powtórzyć scenariusz Estonii, która padła ofiarą zmasowanych ataków informatycznych, by została wprowadzona u nas porządna polityka dbania o tę strefę bezpieczeństwa?” – pytał Sodryl.

Izba Kontroli dostrzega co prawda kilka miejsc gdzie nastąpił postęp jak np. ABW, gdzie zwiększono możliwości zespołu ds. cyberbezpieczeństwa. Wymienia się również powstanie podobnej jednostki w policji. Jednak według NIK nie został odpowiednio zabezpieczony „żaden z kluczowych czynników powodujących paraliż państwa”, a największe opóźnienia występują w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji.

Resort nie poczuwa się do odpowiedzialności. Rzecznik resortu – Magdalena Wrzosek -stwierdziła, że ustawa o działach administracji rządowej nie przyznała ministerstwu kompetencji w tej sprawie.

Zobacz również

jo, źródło: rp.pl