Z nocy z 30 na 31 grudnia jeden z samolotów lecących z Wysp Kanaryjskich do Warszawy był zmuszony awaryjnie lądować, że względu na zagrożenie podłożenia bomby na pokładzie. Szczęśliwie okazało się, że to fałszywy alarm. Za wszystko odpowiedzialny jest 68-letni Polak, który zagroził wysadzeniem samolotu, teraz tłumaczy się, że wykonywał jedynie „polecenia Boga”.

Wczorajszej nocy polscy pasażerowie samolotu lecącego z Wysp Kanaryjskich do Warszawy przeżyli chwile strachu. Jeden z nich zaczął się awanturować na pokładzie i w pewnym momencie oświadczył, że na pokładzie samolotu znajdują się ładunki wybuchowe.

Kapitan zdecydował się na awaryjne lądowanie na jednym z lotnisk w czeskiej Pradze, gdzie na pokład natychmiast weszli antyterroryści, którzy obezwładnili Polaka i aresztowali. Na pokładzie nie znaleziono żadnych ładunków wybuchowych.

Jak wynika z informacji przekazanych przez rzeczniczkę czeskiej policji, 68-letni Polak podczas przesłuchania przekonywał, że jego zachowanie było podyktowane „poleceniami Boga”. Na razie nie postawiono mu oficjalnie zarzutów, jednak sprawa jest bardzo poważna – na ten moment można wykluczyć zarzuty związane z terroryzmem. Prawdopodobnie zostanie oskarżony o spowodowanie zagrożenia w ruchu lotniczym.

Co ciekawe osoby mu towarzyszące w podróży, w tym jego żona, byli całkowicie zaskoczeni zachowaniem 68-latka. Jak powiedzieli w rozmowie z mediami, przez cały pobyt na Wyspach Kanaryjskich zachowywał się normalnie. Dopiero w samolocie zaczęło się z nim dziać coś dziwnego.

Żaden ze 160 Polaków obecnych w tym czasie na pokładzie samolotu nie odniósł obrażeń. Wszyscy zostali już przewiezieni specjalnie podstawionymi autokarami do Warszawy.

bh

...

Zobacz również