Wielokrotnie słyszymy i powtarzamy tezę, że bezrobocie w Polsce jest wynikiem braku miejsc pracy. Okazuje się, że często wina leży po stronie potencjalnych pracowników.

Z danych firmy Work Service wynika, że co trzeci pracodawca ma trudności ze znalezieniem chętnych do pracy. Problem szczególnie daje się we znaki w dużych przedsiębiorstwach szukających pracowników niskiego i średniego szczebla.

Jednym z czynników wpływających na tę sytuację jest bez wątpienia demografia. Na skutek starzenia się społeczeństwa w ciągu 35 lat liczba potencjalnych pracowników skurczy się o 1/3. Jeżeli wierzyć prognozom ekspertów, w 2050 roku aktywnych zawodowo będzie 13,6 mln osób. W porównaniu z 18 mln pracowników w 2015 roku przepaść jest ogromna.

Kiedy mowa o rynku pracy, jak bumerang powraca temat zatrudnionych w Polsce Ukraińców. Ich obecność obciążona jest wieloma stereotypami, po których obaleniu problem polskich pracowników staje się bardziej zrozumiały. Zdaniem Cezarego Kaźmierczaka, prezesa ZPP, nasi sąsiedzi ze wschodu zalewają Polski rynek nie dlatego, bo godzą się na niższe stawki. Dla firmy ściąganie osób z zagranicy to w końcu dodatkowy koszt.

 – Proszę sobie wyobrazić dużą firmę budowlaną, która poszukuje stu spawaczy. Przecież ta firma nie będzie sama ściągać ich z Ukrainy, bo nie jest to jej zasadnicza działalność. Zrobi to pośrednik. Łącznie koszt dla firmy to zatem od 23 do 28 zł (…) Przedsiębiorcy są gotowi płacić Polakom. Problem tylko w tym, że Polaków chętnych do prostych prac po prostu nie ma – tłumaczy Kaźmierczak.

...

Zobacz również