Podkomisja badająca przyczyny katastrofy smoleńskiej działa już od lat. Jej ostatnim raportem był ten z kwietnia 2015 roku. Wtedy to komisja wydała oświadczenie, jakoby przyczyną tragedii była „seria wybuchów na skrzydle i wewnątrz samolotu”. Komisja funkcjonuje jednak nadal, choć w zasadzie od lat nie zmieniło się nic. Oczywiście poza pieniędzmi.

Od prawie dwóch lat podkomisja nie wydała żadnego raportu. Oczywiście, po wygranej PiS w wyborach z 2015 roku, uzyskała nowy status. Do lutego 2016 roku funkcjonowała tak naprawdę jako „parlamentarny zespół ds. katastrofy pod Smoleńskiem”, a od tego czasu zyskała oficjalne miano „Podkomisji ds. ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej” i wachlarz nowych uprawień.

Oprócz nazwy i pieniędzy nie zmieniło się jednak nic. Podkomisja, jak dotąd nie ustaliła tak naprawdę niczego pewnego. W Polsce nie znalazł się jak na razie nawet wrak samolotu lub chociażby czarna skrzynka. Nie przeszkadza to jej członkom, by pobierać ogromne pensje za zasiadanie w jej składzie.

Sekretariat podkomisji w wydanym oświadczeniu przyznał, że prace organu w 2016 roku pochłonęły 1.435.931,24 zł. Pieniądze te nie służą jednak sprowadzeniu wraku Tu-154M do Polski. Znaczna większość z tej sumy została spożytkowana na pensje dla członków i ekspertów podkomisji. Żeby tego było mało, na 2017 rok w budżecie komisji wpisane jest jeszcze więcej – 2 mln złotych, a to wszystko oczywiście z kieszeni Polaków.

Warto więc zadać sobie pytanie o zasadność działania komisji, która jak dotąd pracuje jedynie w oparciu o domysły i przypuszczenia. Przypomnijmy jeszcze raz, że w kwietniu tego roku miną dwa lata od ostatniego jej raportu. Dlaczego PiS, będąc już prawie półtorej roku u władzy, nie zabierze się poważnie do badania tak ważnej dla tej partii sprawy?

pt

Zobacz również