Skutki Brexitu będą groźniejsze, niż się dotychczas spodziewano. Do puli problemów, które w Europie wywołało wystąpienie Wielkiej Brytanii z UE, należy doliczyć brutalny spór o terytorium. Konflikt i napędzające go zapędy terytorialne jak dotąd trzymano w ryzach. Teraz sytuacja jest dużo gorsza, a Theresa May jest gotowa nawet iść na wojnę w obronie Gibraltaru.

Gibraltar kość niezgody między Londynem a Madrytem już od dziesiątek lat. Dotychczas jednak udawało się normalizować stosunki. Zwłaszcza pomocne przy tym były władze Unii, które uspokajały rządy w Londynie i Madrycie.

Teraz sama Unia nakręca oba kraje przeciw sobie. Władze wspólnoty na czele z Donaldem Tuskiem nie chcą, by wynegocjowane ustalenia w sprawie Brexitu stosowane były w stosunku do Gibraltaru. Tusk namawia Hiszpanię, aby domagała się swoich praw w tej sprawie i mają zamiar bezwzględnie wykorzystać brytyjsko-hiszpański konflikt przy okazji brexitowych negocjacji. Taka postawa może jednak doprowadzić do tragedii.

Rząd Theresy May zapowiedział już, że Gibraltar „zabiera ze sobą”. Premier Wielkiej Brytanii ma w tej sprawie zachowywać się niezłomnie – nawet, jeśli oznaczać to będzie konflikt zbrojny.

Theresa May bierze przykład z Margaret Thatcher. Jej stanowisko w temacie bliźniaczego sporu (o Falklandy) z Argentyną zakończyło się w 1982 roku krwawą wojną.

 – Zjednoczone Królestwo pozostanie nieprzejednane jak zawsze i twarde jak skała w sprawie Gibraltaru – oświadczył szef brytyjskiego MSZ, Boris Johnson.

Całą sprawę jeszcze bardziej podkręcają sami mieszkańcy Gibraltaru. Część  nich sprzeciwia się zajęciu swojego terenu przez Hiszpanię i jest wściekła na władze Unii za napędzanie konfliktu. Z drugiej strony, masa Gibraltarczyków jest przeciwna wyjściu z Unii Europejskiej. Społeczeństwo pozostaje podzielone, co z pewnością utrudni jeszcze rozwiązanie konfliktu. Nie ma więc wątpliwości co do tego, że czeka nas niebawem prawdziwe trzęsienie ziemi.

...

Zobacz również