Takiej sytuacji jeszcze nie było w polskiej polityce po 1989 roku. Już wygrana PiS-u w ostatnich wyborach, pozwalająca na samodzielne rządzenie była zaskoczeniem. Większość konstytucyjna byłaby niespodziewanym precedensem.

W polskim systemie prawnym istnieje kilka większości sejmowych, potrzebnych do zmian różnych rodzajów prawa. Najczęściej wymaganą większością jest zwykła, która oznacza, więcej głosów „za” niż głosów „przeciw”. Inną większością jest bezwzględna, w której głosy wstrzymujące się sumują się z oddanymi „przeciw”.

Najważniejsze decyzje w sejmie podejmuje się jednak większością kwalifikowaną 3/5 lub 2/3. Ta pierwsza liczy 276 posłów (przy pełnym składzie sejmu) i potrzebna jest np. do odrzucenia weta prezydenta. Ta druga, licząca 307 posłów, jest nazywana konstytucyjną, bo dzięki niej można zmienić Konstytucję RP – przez poprawki lub uchwalenie nowej.

Zdaniem niektórych komentatorów, wyniki sondażowe PiS-u pozwoliłyby na zbudowanie takiej większości już teraz. To mogłoby być argumentem za skróceniem kadencji sejmu i rozpisaniem nowych wyborów.

Ta koncepcja nie podoba się zbytnio wicepremierowi Piotrowi Glińskiemu. W rozmowie z Rzeczpospolitą wyjaśnił, że PiS nie zamierza rozpisywać wcześniejszych wyborów parlamentarnych.

– Większość konstytucyjną zbudujemy za dwa lata w normalnym trybie wyborczym – powiedział Gliński dziennikowi. – Nasze środowisko jest spokojne o przyszłość dla Polski, choć to wymaga zawsze ciężkiej pracy i pokory. Wiemy o tym i wiemy też, że Polacy nie zgodzą się na dopuszczenie do władzy donosicieli i ulicznych nienawistników. Obiecywaliśmy społeczeństwu sensowną zmianę i jej konsekwentnie dokonujemy – dodał.

Źródło: rp.pl

Ile aut ma Beata Kempa? Kto by pomyślał! Prześwietlamy sekrety majątkowe polityków

...

Zobacz również