Spór o reelekcję Donalda Tuska oficjalnie można uznać za zakończony. Wiadomo już bowiem, że były premier Polski po raz kolejny zasiądzie na fotelu szefa Rady Europejskiej. Teraz jednak, jak to po konflikcie wypada, przyszedł czas na podsumowanie zysków i strat. O dziwo, obie strony zyskały na tej wojence.

Partia Kaczyńskiego od pewnego czasu żyje tylko walką z Tuskiem. W mediach brak w tym czasie przekazów dotyczących innych partii politycznych. Bój przeciw Tuskowi pomógł zogniskować PiS swój elektorat, ale nie tylko – w konflikcie tym jednym głosem partia rządząca mówiła z wyborcami Kukiz’15, Janusza Korwin-Mikkego czy narodowcami. Warto zaznaczyć też, że ponad 41% Polaków było przeciw reelekcji Tuska, co jest wynikiem lepszym, niż wynik PiS w rankingu poparcia społecznego.

Ponadto, PiS musiało zdawać sobie sprawę, że wybór Donalda Tuska jest niemal nieuchronny. Kandydatura Saryusza-Wolskiego była tylko elementem ustalonej gry politycznej. Teraz oficjalnie PiS może odgrywać rolę ofiary, która została „pokonana przez brukselską biurokrację i zmowę europejskich państw”. To bardzo korzystna pozycja do zjednywania sobie kolejnych wyborców.

Z drugiej strony jest Tusk, który znów został przewodniczącym Rady Europejskiej. Choć już sama reelekcja jest zwycięstwem, jest jeszcze więcej korzyści. Tuskowi udało się ośmieszyć PiS na arenie międzynarodowej. Partia Kaczyńskiego została pokonana nawet w oczach sojuszników z Grupy Wyszehradzkiej, którzy stali po przeciwnej stronie barykady.

Zwycięstwo to i umocnienie swojej pozycji w strukturach władz europejskich to także wzmocnienie autorytetu i marki politycznej, jaką stanowi Donald Tusk. Jest to kapitalny sposób na zjednanie sobie poparcia politycznego przeciwników PiS i położenie fundamentów pod spektakularny powrót do Polski oraz start w wyborach prezydenckich w 2020 roku.

pt

...

Zobacz również