Prawo i Sprawiedliwość wypowiada wojnę podmiotom internetowym. Trwają już prace nad stworzeniem rejestru zakazanych domen, do których dostęp będzie zablokowany. Partia tłumaczy, że ma na celu ochronę pieniędzy obywateli i uszczelnienie systemu zbierania podatków. Pomysł ma jednak masę przeciwników, którzy mówią, że to wstęp do cenzury internetu.

Już trwają pracę w Ministerstwie Finansów nad odpowiednią ustawą, która pozwoli na objęcie odpowiednich stron internetowych permanentną blokadą. Mowa zwłaszcza o portalach, które oszukują swoich klientów na rynku wymiany walutowej.

Jeśli pojawiłyby się doniesienia o przekrętach na portalu, strona byłaby blokowana decyzją Komisji Nadzoru Finansowego w ciągu 48 godzin. Dostawcy internetu byliby zmuszeni do uniemożliwienia dostania się na taki zakazany portal. W innym wypadku musieliby płacić ogromne kary.

Wątpliwości budzi sprawa zażalenia, które można będzie wystosować, jeśli właściciel danej strony poczuje się pokrzywdzony. Na rozpatrzenie go wnioskodawcy będą czekali nawet do 60 dni. Decyzję o cofnięciu blokady lub jej utrzymaniu będzie podejmował nie sąd, a… KNF. Takie rozwiązanie wzbudza kontrowersje i zakrawa na ograniczenie wolności osobistej.

Chęć ochrony nieświadomych internautów przed utratą pieniędzy nie jest niczym złym. Projekt wzbudza jednak ogromne kontrowersje. Już pojawiają się głosy, że to nic innego jak stopniowe wprowadzanie cenzury internetu przez PiS, a po portalach bukmacherskich i tych od rynku walutowego przyjdzie kolej na blokowanie następnych.

ZOBACZ TAKŻE:

https://www.youtube.com/watch?v=1CuF_GBTFOQ

...

Zobacz również