Od kilku dni świat spogląda w rejony, które zwykle nie obchodzą Europejczyków ani Amerykanów – na Półwysep Koreański. Sytuacja jest napięta jak nigdy wcześniej, a oderwany od rzeczywistości dyktator zdaje się nie rozumieć sytuacji, w której się znalazł.

Korea Północna jest w poważnych tarapatach. Dookoła znajduje się flota USA, Korei Południowej oraz Japonii, a przy granicy stacjonują w pełnej gotowości dziesiątki tysięcy chińskich żołnierzy. Spośród państw anty-koreańskiego przymierza najbardziej agresywne są Stany Zjednoczone Donalda Trumpa.

Kilkadziesiąt godzin temu świat obiegła informacja, że jeśli Korea zdecyduje się przeprowadzić próbę nuklearną, to USA przystąpi do ataku prewencyjnego na azjatycką dyktaturę. Później część źródeł zdementowała informację, a inne ją potwierdziły. Trudno więc ocenić jej faktyczną wiarygodność. Trudno jednak podejrzewać, aby Trump rozkazał otoczenie Korei przez lotniskowce wyłącznie na pokaz.

Korea za nic ma groźby USA, a otoczony klakierami Kim Dzong Un myśli, że siła Korei jest równa amerykańskiej. Zgodnie z zapowiedziami, Korea ma przeprowadzić próbę nuklearną. Co więcej – ma zrobić to już dzisiaj.

Zgodnie z docierającymi z Korei wieściami (nie był to oficjalny komunikat wystosowany przez państwo, jednak taką informację podają dziennikarze przebywający w rejonie), dziś w okolicach północy Korea przeprowadzi próbę broni nuklearnej.

– Koreański test nuklearny jest przygotowany i w pełni gotowy do przeprowadzenia – donosi Katie Stallard, reporterka Sky News na codzień podająca informacje z dalekiej Azji.

W przeszłości Korea przeprowadziła już 5 takich prób. Dzisiejsza, najpotężniejsza ma uświetnić urodziny Kim ir Sena – ojca założyciela koreańskiej dyktatury.

Zobacz również