Pilecki: Dlaczego marihuana jest wciąż nielegalna?

Pilecki: Dlaczego marihuana jest wciąż nielegalna?

Byłem ostatnio na bardzo ciekawym wydarzeniu. Marsz Wyzwolenia Konopi, który od kilkunastu lat odbywa się w Warszawie, dał mi sporo do myślenia, jeśli chodzi o walkę o legalny dostęp wszystkich wolnych obywateli do marihuany i pochodzących z jej procesowania produktów. Dlaczego akurat ta używka znajduje się na liście substancji zakazanych, jeśli to inne, legalne przyjemne wyroby dużo częściej niż marihuana niszczą ludziom życie? Czyż chodzi o jej szkodliwość?

Proszę tylko pomyśleć, że alkohol, który jest oczywiście w kraju ogólnodostępny w niezliczonych wariantach i obłożony sporym opodatkowaniem (jak na ironię nazywa się go nawet towarem luksusowym) może zaszkodzić człowiekowi bardziej niż ogromna większość obecnej na czarnym rynku marihuany i nie mówię tutaj o tzw. syntetykach, jak mocarz czy spice. Za przykład niech posłuży sytuacja sprzed dosłownie kilku lat, kiedy rozprowadzony w Polsce, skażony, czeski alkohol zabił kilka osób, a wiele innych skazał na hospitalizację. Dla porównania, sprowadzona z Czech marihuana z pewnością pozbawiłaby te osoby jedynie części pamięci z poprzedniego dnia, nie narażając ich na większe niebezpieczeństwo. Palenie konopi, choć oczywiście nie wolne od negatywnego wpływu na płuca, krtań czy mózg, jest zdrowsze od palenia papierosów. To tytoń co roku skazuje miliony ludzi na śmierć. Doprowadza do zawałów, zatorów, amputacji, wylewów, nowotworów i całego spisu innych chorób, których przykłady obejrzeć można na paczkach naszych ulubionych „fajek”. Pomimo wszystko wciąż jest towarem luksusowym, jak jego przyjaciel alkohol, a cena, którą zmuszeni jesteśmy za niego płacić wciąż rośnie. Po co w takim razie prowadzić kampanie antynikotynowe i podnosić urzędowo cenę papierosów, jeśli wystarczy je zdelegalizować? Widział ktoś kiedyś zakrojone na tak szeroką skalę działania skierowane przeciwko marihuanie, jak przeciwko papierosom?

Marihuana w najnowszej historii

Rzeczywiście fascynujące jest to, dlaczego legalne kiedyś wszędzie narkotyki na przestrzeni wieków sukcesywnie delegalizowano. Przecież jeszcze w połowie XIX. wieku największe miasta Europy posiadały swoje własne kluby miłośników opium czy haszyszu, a o pierwszy z tych narkotyków mocarstwa Starego Kontynentu toczyły przeciw cesarskim Chinom karną wojnę. Podczas II wojny światowej racje żywnościowe armii Niemiec, czy Anglii zawierały amfetaminę, która pomagała żołnierzom w utrzymaniu się na nogach. O ile mogę jeszcze zrozumieć wszelkie zakazy dotyczące heroiny, amfetaminy, kokainy czy właśnie opium (choć się z nimi nie do końca zgadzam), to podejścia wielu państw świata, w tym naszego, do marihuany nie rozumiem. Nie wiedzieć dlaczego nauczeni pić wódkę i palić papierosy wielcy tego świata uznali, że wszystkie inne środki odurzające będą nielegalne, choć sami są wiernymi miłośnikami wdychania proszków i zażywania innych ciężkich narkotyków. Doprawdy, wciąż nie mogę przyjąć do świadomości, dlaczego marihuana jest w ogóle zakazana, jeśli jeszcze przed 1997 rokiem nie występowała w żadnym akcie prawnym naszego państwa. Tutaj teoria o dużej szkodliwości jest dla mnie mało przekonująca, gdyż jak wynika z relacji osób, które znam: starszych znajomych, rodziców moich i moich przyjaciół, „trawka” była w tamtym czasie dużo słabsza niż dziś i trzeba było wypalić jej sporo zanim dała efekt porządnej euforii. Być może obawiano się, że marihuana jest przyczyną szerzącej się wówczas plagi heroinizmu i otwiera drogę do ciężkich narkotyków. Cóż, przynajmniej nie zrzucono nią winy za epidemię pijaństwa w pracy znanej z poprzedniego systemu.

Polityka a marihuana

Wracając do Marszu Wyzwolenia Konopi uważam, że jego postulaty mają niemal całkowitą słuszność. Zanim pochód wystartował zza Senatu Rzeczypospolitej w stronę Alei Ujazdowskich i dalej na Plac Bankowy w miejscu zbiórki organizatorzy wygłosili swoje przemówienia do zebranego tłumu. Przemówienia te przeciągały się, znacząco opóźniając marsz i były bardzo stanowcze. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się tak ogromnej złości z ust organizatorów w sumie bardzo bezpiecznej imprezy, jeśli można tak to nazwać. Pod adresem polityków sypały się bluzgi i zapowiedź zemsty. Gniew swój przedstawiciele Wolnych Konopi motywowali przekonaniem, że za śmierć osób, których związane z marihuaną prawo doprowadziło do samobójstwa i wepchnęło za więzienne kraty, odpowiadają właśnie posłowie i senatorowie. Oprócz inicjatorów manifestacji, głos zabrali przedstawiciele atakowanej grupy, politycy Piotr Ikonowicz i lider Partii Zielonych, Marek Kossakowski, którzy w odrębnych wypowiedziach odcięli się od działań swoich kolegów po fachu, jednocześnie zachęcając do głosowania na „właściwych kandydatów” w nadchodzących wyborach wszelkiego rodzaju. Przedstawiciel Polskiej Partii Socjalistycznej stwierdził ponadto ku uciesze tłumów, że zna ten sam sposób na relaks co demonstranci, a szef Zielonych ogłosił, że jego ugrupowanie jest jedynym w Polsce, które zakłada w swoim programie legalizację marihuany. Stronnictwo pragnie, by każdy miał prawo hodowli kilku roślin na własny użytek. Postulat ten przeszedł chyba jednak bez echa, gdyż wielu uczestników wiecu nie było w ogóle zainteresowanych polityką. I tutaj przestałem słuchać politycznych wywodów i zacząłem zastanawiać się, dlaczego każde niemal państwo, które reguluje marihuanę i łaskawie pozwala obywatelom na jej spożywanie, zawsze wyznacza jakieś dziwne limity jej produkcji, spożycia i posiadania. Nawet w Holandii tak wychwalanej jako oaza wolności narkotykowej, panuje sporo limitów i przepisów. Nie można ot tak sobie kupić dwudziestu kilogramów suszu i zanieść do domu. Dlaczego wszyscy chwalący się „wolnościowym” i „nowoczesnym” podejściem do narkotyków zawsze pragną pozostawiać sobie pewien instrument kontroli nad społeczeństwem? Czymś takim są chociażby kluby palacza w Urugwaju czy potrzeba wypisywania recept na medyczną marihuanę w kilku stanach USA. To nie jest wcale legalność, a przyzwolenie. Czy chodzi o ego władców, którzy lubują się w wydawaniu pozwoleń i mają satysfakcję z tego, że ktoś ich o coś uniżenie poprosił? Wydaje mi się to bardzo prawdopodobne, ale zdaję sobie oczywiście sprawę, że naprawdę są osoby, które marihuany nienawidzą i uważają ją za zagrożenie dla Polski czy każdego innego państwa. W takiej sytuacji zadać należy sobie pytanie, czy naprawdę potrzeba nam ideologii i systemów myślowych, które bezwzględnie czegoś nakazują lub zabraniają. Wydawało mi się, że rozwój zaprowadził nas już na tyle daleko, by nie musieć maltretować innych i kontrolować każdej sekundy życia ludzkiego. Każdą podobną postawę, czerpiącą z wydumanej moralności i chęci zagrabienia innym prawa do dowolnego odurzania się i spędzania czasu, także intymnie uważam za zboczenie i odrzucam jako złą i zaborczą. Politycy, czas zająć się poważniejszymi rzeczami niż to, co robią wolni ludzie w wolnym czasie.
Mikołaj Pilecki Reaktor Pikio.pl, a z zamiłowania krytyk życia polityczno-społecznego. Nie głosuję i jak na razie nie zamierzam. Politycyzacja wszelkich sfer życia jest patologią.



Najlepsze newsy dnia:

  1. Wieczorek: Krótko o wolności. Protest rodziców niepełnosprawnych a aborcja
  2. Co tam się dzieje?! Karetka przyjechała do protestujących w Sejmie
  3. Czarna czekoladka jako Meghan Markle. Ta reklama wywołała ogromny skandal
Następny artykuł