Pragnę żyć w społeczeństwie, w którym nie ma niezdrowej zazdrości i obrzydliwej zawiści, w którym wyeliminowany zostanie klasizm. Społeczeństwie, w którym każdy jest świadom swoich umiejętności i możliwości, które przed nim stoją i nie potrzebuje porównywać się do innych, by czuć się wartościowym przedstawicielem gatunku ludzkiego, a gdy pragnie osiągnąć coś, co nazywa mianem „więcej”, stara się robić to, nie bacząc na opinie innych osób i przeciwności. Marzę o świecie, w którym wszyscy zdolni do kreowania własnego losu zrozumieją w końcu, że życie (to na Ziemi; nie mi oceniać, czy jest jeszcze jakieś inne) jest jedno i to bardzo krótkie i jeśli nie weźmiemy się w garść, to przeleci nam przed oczami w tempie dla nich niezauważalnym.

Wychowano mnie skromnie i w szacunku do drugiej osoby. Tępiono wszelkie przejawy buty i wytykania palcami, a dojrzałość związana ze współczuciem przyszła sama. Nie narzucano mi dróg i profesji, nie nakazywano posiadania poglądów, gdyż były w domu rodzinnym rzeczą drugorzędną. Człowiek jest człowiekiem niezależnie od profesji, pochodzenia, wyglądu i postaw.

Klasizm pojawiło się w moim słowniku dopiero w liceum, a i nie wiem, czy nie na studiach. Do momentu, w którym nie rozpocząłem nauki na Uniwersytecie Warszawskim namacalna walka ideologiczna i klasowa, była mi zupełnie obca, gdyż nigdy nikt mi jej nie wmówił, nie wpoił i jej na mnie nie wymógł. Miałem to niesamowite szczęście od najmłodszych lat poznawać przedstawicieli innych narodów, szanowanych naukowców, osoby dużo bogatsze ode mnie i te dużo biedniejsze. Nigdy przez myśl nawet nie przeszła mi złość związana z faktem, że ktoś ma więcej ode mnie, oraz że taki stan rzeczy jest jakkolwiek niesprawiedliwy.

Życia w, można powiedzieć, luksusach doświadczyłem, mieszkając w Brazylii. Tam podczas wymiany kulturalnej organizowanej przez Rotary International, organizację będącą w Ameryce Południowej synonimem oddolnej pomocy i to skutecznej, mieszkałem w całkiem okazałych domostwach, goszczono mnie jak długo nieobecnego, wędrownego gawędziarza, stawiano napitki i pożywienie. Nigdy jednak nie pomyślałem, że komuś czegokolwiek zazdroszczę  albo że cokolwiek podobnego mi się należy. Szczerze mówiąc, od wszelkich wysokich statusów stronię i tak już ze mną jest, że wolę być trybikiem, a świat małych jest mi bliższy niż rozpoznawalność i blichtr. Za Oceanem zrozumiałem, że wolę małe mieszkanko w bloku, a śniadań nie zamierzam jadać w restauracjach.

Klasizm jest powszechny wśród jego przeciwników

Teraz, znając ramy walki klas, wiem już, że brzydzę się nią. Obrzydzenie to jest tym większe, im bardziej zauważam, że jej „złą” stronę zajmują osoby teoretycznie związane z walką o prawa pracownicze i socjalne. Nie po drodze mi z nimi, a kapitalizm nie doprowadza mnie do płaczu, a do uśmiechu, szerokiego i dumnego uśmiechu osoby, która zauważa w nim szansę dla wszystkich tych, którzy mają dość wykonywania „bezsensownej, wyczerpującej, do tego nisko płatnej pracy”, jak to w najbardziej z krzywdzących sposobów określił je wielki teoretyk socjalizmu Jakub Pietrzak, którego tekst ukazał się niedawno na stronie internetowej Krytyki Politycznej.

To właśnie dla osób takich jak on istnieje możliwość przekwalifikowania się, brak przymusu pracy i gloryfikowania konkretnych zawodów, jako lepszych, bardziej dostosowanych do linii niestety panującego rządu. Nie ma czynu społecznego, nie ma kontyngentów i w końcu nie ma upolityczniania konkretnych gałęzi gospodarki. Wydaje się, że tylko w tym ostatnim swój azyl znaleźliby wszyscy lewicowi pismacy, gdyż spracowane dłonie nie pomagają w trzymaniu pióra.

Naprawdę trudno mi było uwierzyć

Klasistowski, słabo uargumentowany i dodatkowo marny stylistycznie i językowo tekst tego pana wprawił mnie w osłupienie. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś, kto zdaje się chadzać na protesty, ustawiać się po stronie „ciemiężonych”, wprost ich obraża. Trudno było mi zrozumieć, jak socjalista z taką pogardą odnosi się do „śmieciarzy”, czy ludzi zajmujących się przygotowywaniem naleśników w barach.

Pan Pietrzak czuje się widocznie lepszy, wyższej kasty i dostatecznie wyedukowany, by nie brudzić rąk pracą, z której sam korzysta i to zapewne w sposób nagminny, wyrzucając śmieci do osiedlowego kontenera i bywając w knajpach, w których brudzi talerze i używa toalet. Jak się okazuje, studiowanie filozofii skazuje go do końca życia na pracę przy książeczkach i nic niewartych teoriach dowodzących rzeczy, które „plebsu” nie interesują, gdyż jest zajęty poważną, stanowiącą podstawy społeczeństwa pracą. Ludzie, których Jakub Pietrzak opluł swoim tekstem, budują mieszkania i podwożą go na domówkę intelektualistów niewidzących dalej niż czubki ich własnych nosów, gdy nie chce mu się wychodzić wcześniej, bo zapewne kończył właśnie rozdział jakiejś ogromnie wartościowej rozprawy nad istotą bytu przy kawusi i papierosku.

Zdarzyło mi się kiedyś pracować na budowie i nie powiem, abym czuł się przez to gorszy, gdyż w przeciwieństwie do Jakuba Pietrzaka zarabiałem na to, by później móc się obijać. Raz już także rzuciłem studia, by pracować i w wieku 22 lat móc żyć samodzielnie.

Przekwalifikowanie, czy chwilowe zejście z drogi prowadzącej do wyznaczonego sobie celu nie jest czymś złym, a wręcz przeciwnie. Jest w pewny stopniu uwalniające, odświeżające i motywujące. Przez dziesięć lat grałem w siatkówkę, by z poziomu niemal zawodowego, odpaść z wyścigu do reprezentacji narodowej. Czy żałuję? Nie! W moim życiu stało się przez to coś ciekawszego, wyzywającego, pozwalającego mi na inne spojrzenie i otwierające drogę do samodzielności i lepszego poznania siebie i swoich możliwości.

Studia, studiowanie, kultura akademicka i wyimaginowany prestiż, mający stawiać żaków ponad, chociażby uczniami techników i szkół zawodowych to nic innego, jak klasizm i konstrukt, który wymaga jak najszybszego obalenia. Jest to dla mnie zaskakujące, że przedstawiciel obozu, który dekonstrukcją i obalaniem stereotypów zajmuje się zawodowo, sam wpadł w wir stereotypów i krzywdzących diagnoz, które wiążą się z posiadaniem konta na USOS-ie i zniżek w komunikacji miejskiej. Zniżek swoją drogą niesprawiedliwych, których likwidacja być może zmusiłaby filozofów do zejścia do na ziemię.

Lud i klasizm intelektualistów

Jak można dziwić się później, że rolnicy, robotnicy i inne grupy zawodowe, którymi Pietrzak pogardza, zwracają się w swoich politycznych wyborach w stronę ugrupowań tak szkodliwych, jak Prawo i Sprawiedliwość czy Samoobrona, jeśli „socjaliści” brzydzą się ich pracą i mają pretensje, że w prawdziwym życiu, by zbudować coś trwałego, niestety trzeba się ruszyć.

I nie chce tutaj powiedzieć, że praca pisarza, publicysty, filozofa jest pracą bez przyszłości. Mimo wszystko każdy zawód jest jednakowo ważny dla społecznej równowagi i zasługuje na jednakowy szacunek i podziękowanie za włożony w jej efekty czas. W przypadku jednak zawodów wolnych trzeba mieć charyzmę i siłę przebicia. Nie zasługują jednak na przywileje. Wymagają one umiejętności i zaparcia, wiary we własne słowa, kreskę, aparat, kamerę, puszkę z farbą i długopis służący do zapisywania tekstów piosenek.

Zastanawia mnie skąd u Jakuba Pietrzaka ten klasizm, ta niechęć do podjęcia pracy innej niż związanej z ukończonym przez niego kierunkiem studiów. Jak budować socjalizm, jeśli nie ma sojuszu robotników, chłopów i teoretyków, jeśli ci ostatni, bojąc się o swój status, o swoje dwurzędówki i lakierki, nie chcą nawet poznać rzeczywistości osób, które po nich sprzątają?

Choć nie zgadzam się z ideą socjalizmu i skłaniam się raczej ku dobrowolności wyboru, na zakończenie przytoczę fragment bardzo ciekawej książki Urugwajczyka Eduardo Galeano „Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej”. Wydawnictwo będące zapisem marksistowskiej wizji historii i przyszłości krajów latynoskich zawiera w sobie zdanie nader ciekawe, choć dla mnie osobiście będące definicją wszystkiego, co złe w socjalizmie, w którym to już nie pieniądz czy fabrykant zapędza ludzi do pracy, a wspólnota, która ma być warta wszelkich wyrzeczeń, choć wyrzeczenia te służą jedynie niematerialnej idei, zastępnikowi potępianego boga.

Trzeba mieć również na uwadze fakt, że w społeczeństwie socjalistycznym, w przeciwieństwie do społeczeństwa kapitalistycznego, robotnicy nie pracują już tylko w pogoni za pieniądzem i w ciągłym strachu przed bezrobociem. O efektywności pracy decydują inne motywy: solidarność, zbiorowa odpowiedzialność, świadomość praw i obowiązków, które wynoszą człowieka ponad ciasny egoizm, uczą żyć wśród społeczeństwa i dla społeczeństwa.

Cóż za wstyd, by prawak i cham uczył lewicowego intelektualistę podejścia do klas „niższych” i solidarności z nimi we wspólnym wysiłku budowania „sprawiedliwego” społeczeństwa. Bym, to ja piętnował klasizm i negatywne podejście do zwykłych ludzi, których jest w końcu najwięcej w naszym kraju. Miałem nawet zamiar załączyć link do krytykowanego przez mnie tekstu, ale doszedłem do wniosku, że nie jest tego wart.

Mikołaj Pilecki

Reaktor Pikio.pl, a z zamiłowania krytyk życia polityczno-społecznego. Nie głosuję i jak na razie nie zamierzam. Politycyzacja wszelkich sfer życia jest patologią.

Chcesz coś nagłośnić? Wiesz o bulwersującej sytuacji, która wymaga zainteresowania mediów? Wyślij maila na adres: naglasniamy@pikio.pl. Na pewno przyjrzymy się Twojej sprawie.

Link do innej mojej opinii: Pilecki: Dlaczego marihuana jest wciąż nielegalna?

...

Zobacz również