Papież Franciszek wzbudza wyjątkowo dużo kontrowersji jako głowa Kościoła. W swojej działalności wywołał już burze wypowiedziami o małżeństwie i wielodzietności, o rozwodnikach w ponownych związkach czy o imigrantach. Teraz przywódca katolików na całym świecie zszokował jeszcze bardziej. Podpisany został dokument, który zmienia oblicze całego Kościoła, a z pewnością jego znacznej części.

Papież Franciszek podjął niezwykle kontrowersyjną decyzję już jakiś czas temu, godząc się na negocjacje z rządem Chin. Teraz zaś między jego wysłannikami a przedstawicielami chińskich władz doszło do wstępnego porozumienia. To zmienia oblicze Kościoła na tym obszarze, a może i na całym świecie. I już wywołało oczywiste dyskusje i głosy sprzeciwu.

Kościół w Chinach

W tym miejscu warto pokrótce opisać trudną sytuację katolickiego Kościoła w Chinach. Po przejęciu władzy przez komunistów w Państwie Środka w latach 50. Kościół został tam zaatakowany jako instytucja kontrrewolucyjna. Niedługo później utworzono tam tzw. Kościół patriotyczny, który z jednej strony pozostaje w nurcie i tradycji katolickiej, a z drugiej – nie podlega papieżowi. W rzeczywistości mówimy zatem o Kościele schizmatyckim. Ci katolicy, którzy nie zgodzili się na współpracę z władzami państwowymi – przeszli do działalności podziemnej.

Owe Patriotyczne Stowarzyszenie Katolików Chińskich wciąż jest w Chinach nieco większe niż podziemny, nielegalny, ale wierny papieżowi Kościół. Równocześnie jednak – taka ciekawostka – obecnie Kościół patriotyczny też jest prześladowany, zaś Kościół Katolicki także częściowo go uznaje. To przypomina trochę spór donatystyczny w IV i V wieku. Ale jak o tym zacznę opowiadać, to sam przykład zajmie ze dwie strony A4. Zapraszam zatem do wygooglowania zagadnienia, a sam sięgnę po inne porównanie. Wbrew pozorom sytuacja jest dość podobna do tej, którą znamy z… PRL.

Przecież my to znamy

W trakcie trwania komunistycznego reżimu w Polsce rodzimy Kościół katolicki był niemal oderwany od Watykanu. Z tego względu prymas Polski miał szczególne uprawnienia, które dawały mu wiele możliwości działań, które obecnie można wykonywać tylko z każdorazową zgodą papieża. Takie uprawnienia miał zarówno kard. Hlond, jak i Wyszyński. Otrzymał je także Glemp, przy czym zostały mu one cofnięte po upadku komuny, kiedy ponownie nawiązano stosunki dyplomatyczne między Polską a Stolicą Apostolską.

W Polsce w tym czasie wypracowano (chociaż w bólach i regularnie naruszane) pewne modus vivendi między władzą a Kościołem. Wiązało się ono z tym, że rządzący musieli zgadzać się na ustanawianych biskupów, księża i biskupi musieli zaś ograniczyć niektóre swoje działania i wypowiedzi.

Także w Polsce istniało coś takiego jak „księża patrioci”, chociaż tutaj nigdy nie doszło do schizmy, bo też nigdy nie zdelegalizowano Kościoła katolickiego. Niemniej jednak owi księża patrioci często piastowali ważne funkcje, byli lepiej traktowani. Na dodatek episkopat nie bardzo mógł coś z nimi zrobić, bo byli pod pewną opieką władzy.

Zdarzały się sytuacje, że biskupi byli aresztowani albo po prostu nie wpuszczani do swoich regionów. Ustalano wówczas w takim miejscu tymczasowych administratorów, którzy potrafili czasem i po kilka-kilkanaście lat sprawować rządy niemal biskupie. Choć trudno w to uwierzyć – dotyczyło to nawet parafii. Bywały sytuacje, że gdzieś nie był wpuszczany proboszcz i trzeba było ustalić tymczasowego administratora.

Papież Franciszek układa się z Chinami

Od lat w komunikacji Watykanu z Chinami są poważne problemy. Z jednej strony naturalne jest, że jak księża i biskupi dostali ultimatum: albo schizma, albo czapa – wielu wolało wybrać ciepłą posadę w Kościele patriotycznym niż obóz pracy lub kulkę. Z drugiej jednak – biskupi są pasterzami i nie mogą stać na czele schizmy, robiąc ludziom wodę z mózgu, bo już nie wiedzą, czy są wierni czy niewierni.

Problemów jest więcej. Kościół patriotyczny jest liczniejszy, ale od pewnego czasu… także prześladowany. A skoro tak, to już nie można mówić, że katolicy, którzy są akurat w tym patriotycznym stowarzyszeniu nie cierpią za wiarę, co wszakże jest jednym z wyznaczników wierności.

Do tego dochodzi jeszcze fakt, że wszakże ów Kościół patriotyczny jest schizmatycki, ale jednak wiernych nie można pozostawić samych sobie. A ostatnim i najciekawszym w tym wszystkim problemem jest to, że Watykan… nie uznaje Chińskiej Republiki Ludowej. Stolica Apostolska uznaje (formalnie zachowującą ciągłość państwową) Republikę Chińską, która szerzej znana jest jako Tajwan.

 

DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ

10 niezwykle wpływowych polityków, którzy nigdy nie wzięli ślubu [ZDJĘCIA]

Porozumienie podpisane

Teraz jednak się to zmienia. Od lat trwają już rozmowy między Chinami a Watykanem. W zagadnienie ze szczególnym zaangażowaniem włączył się także papież Franciszek. Jego decyzją doszło do negocjacji dwustronnych, które podążają w kierunku rozwiązania problemu Kościoła katolickiego w Chinach.

Do porozumienia – przynajmniej wstępnego – wreszcie doszło. Na razie nie jest jeszcze znana jego treść, jednak już pojawiają się pewne przecieki. Mówi się już, że na pierwszy ogień Stolica Apostolska, a zatem sam papież Franciszek, uznać ma 7 biskupów wyświęconych w patriotycznym Kościele bez zgody Watykanu. W zamian chińskie władze mają zgodzić się na uznanie biskupów nominowanych przez Ojca Świętego, a nieuznanych dotąd przez Chiny.

Ponadto już pojawiają się także głosy, że tymczasowe porozumienie zakłada również konsultowanie nominacji biskupich z władzami. Ta sytuacja wydawać nam się może niezwykła, któż bowiem wyobraża sobie, żeby papież pytał prezydenta i premiera, czy wyraża zgodę na nominację kard. Nycza czy abp Polaka. A wcale nie jest to takie nowe.

Kontrowersje wokół sprawy

Już nie raz w mediach dało się słyszeć, że papież Franciszek zamierza uznać chiński Kościół patriotyczny, tym samym dając do zrozumienia chińskim męczennikom, że niepotrzebne było ich męczeństwo. W rzeczywistości stwierdzenie to jest bzdurne.

Dialog między Watykanem a Pekinem trwa od lat, obecnie zaś mówi się, że Kościół Katolicki uznaje ok. 80% chińskich biskupów z „nurtu patriotycznego”. I to nie tak, że właśnie papież Franciszek ich uznał.

Teraz zaś, kiedy wreszcie porozumienie, o którym w Watykanie mówi się, że jest „tymczasowe” jest podpisane, pojawiają się inne głosy krytyki. Wypowiedział się m.in. ks. Dariusz Kowalczyk, popularny na Twitterze Jezuita.

– Stolica Apostolska podpisała umowę z Chinami. Jej szczegóły nie są znane. Ale wiadomo, że uzgodniono m.in. iż kandydaci na biskupów będą uzgadniani między Stolicą Apostolską a rządem Chin. Przyznam, że odczuwam w tej sprawie jakiś niepokój Pożyjemy, zobaczymy… – napisał ks. Kowalczyk.

Jednakowoż ksiądz Kowalczyk, jakkolwiek niezwykle światły kapłan, zapomina o tym, że takie sytuacje miały miejsce i nie mówimy tylko o średniowieczu, kiedy do władcy mieli prawa wyboru biskupów, ale mówimy o czasach niedawnych, sprzed zaledwie kilkudziesięciu lat.

Jak już wspomniałem – w Polsce tak było w PRL. I chociaż minęło od tego już sporo lat i wielu biskupów się zmieniło, należy pamiętać, że mówimy o sprawach sprzed zaledwie 30 lat. W Hiszpanii Franco było podobnie, ów bowiem – zgodnie z panującym w kraju konkordatem – korzystał z tzw. prawa prezentacji, które przysługiwało królowi. Prawo to mocno już ograniczało możliwość ingerencji w wybór biskupa. Zasadniczo polegało na tym, że jak biskup był już nominowany, to prezentowano go królowi. Franco (który wszakże formalnie był regentem króla) mógł teoretycznie się nie zgodzić, chociaż przez lata z tego przywileju nie korzystał.

Zmiana dla całego Kościoła

Osobiście uważam, że dobrze stało się, że porozumienie zostało podpisane. Cieszy mnie fakt, że dialog Chiny-Kościół dalej będzie prowadzony. Mam także nadzieję, że złagodzone zostaną represje wobec Kościoła chińskiego bez względu na jego patriotyzm lub brak takowego. Mam nadzieję, że zakończy się wreszcie schizma i wszyscy Chińczycy, którzy są katolikami, będą mogli jak jeden mąż pójść do kościoła i czuć się wspólnotą.

Widzę jednak pewne zagrożenia. Odtrąbienie sukcesu jest przedwczesne. W PRL wszakże w roku 1950 kard. Stanisław Wyszyński podpisał z państwem porozumienie, które miało regulować zasady funkcjonowania Kościoła w kraju pod reżimem komunistycznym. W konsekwencji Wyszyński o mało nie został zdjęty z urzędu przez papieża, w episkopacie się na niego poobrażali, komuniści zrobili z niego swojego agenta, a następnie… go zamknęli.

Trzeba zatem być ostrożnym, by porozumienie między Watykanem a Chinami nie zostało wykorzystane przez chińskie władze do legitymizacji swoich działań przeciwko Kościołowi. Trzeba uważać, by papież Franciszek nie stał się zakładnikiem owego porozumienia, a także by po jego podpisaniu faktycznie dalej toczył się dialog.

Porozumienie oznaczać może zmianę dla Kościoła w Chinach, ale także na całym świecie. To otwarcie nowych możliwości dla Kościoła. Być może dalsze prace między Watykanem a Pekinem pozwolą na działalność misyjną. Być może to porozumienie jest także pewnym początkiem nowości politycznych w sprawie Chin i Tajwanu, które wszakże formalnie są w stanie wojny domowej. Tu dziać się może bardzo wiele. I chociaż są powody do radości, są także do niepokoju. W jednej zatem kwestii ksiądz Kowalczyk miał rację z pewnością. Pożyjemy, zobaczymy.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Pilecki: Konwencja PiS, czyli jak zniekształca się pojęcie wolności
  2. Zaborowski: homeopatia czyli mniej znaczy lepiej?
  3. Guziewska: Wybory w rytmie disco!
  4. Odyniec: Andrzej Duda w USA. Festiwal wpadek czy wielki sukces?

12 PRZERAŻAJĄCYCH zdjęć, których zagadki nie udało się rozwiązać

Zobacz również

Redaktor portalu pikio.pl, absolwent historii na Uniwersytecie Warszawskim. Światopoglądowy konserwatysta, umiarkowany anarchista, zwolennik społecznej nauki Kościoła. Katolik i mąż.