Palikot: Moje zwycięstwo w wyborach prezydenckich jest w zasięgu ręki

Ocierający się o 2-3 procent w sondażach, Janusz Palikot zapowiada wielki powrót i przekonuje, że jest za wcześnie, by ogłaszać jego polityczną śmierć. To wszystko w wywiadzie dla "Newsweeka", na okładce którego Palikot leży w trumnie z otwartymi oczami. 

- W wyborach prezydenckich będzie tak jak w 2011 r., gdy nikt nie wierzył, że Janusz Palikot wprowadzi ludzi do Sejmu i stanie się trzecią siłą parlamentarną - mówi lider Twojego Ruchu Aleksandrze Pawlickiej z “Newsweeka”. - Kto chce składać Palikota do politycznej trumny, niech wie, że na taki widok musi jeszcze poczekać - przekonuje. - Ludzie mówią, że Komorowski jest cacy, z szacunku do urzędu, choć wszyscy wiedzą, że to sarmata bez zębów, który nikogo nie kąsał, o nic się nie bił, za nikogo nie walczył. Jedyne, co zrobił w ciągu pięciu lat swojej prezydentury, to zgolił wąsy - dodał Janusz Palikot. Palikot uważa, że dziś w Polsce panuje emocjonalna flauta, wystarczy mały ruch i "weźmie się wszystko". Jest również przekonany, że doskonałe wyniki jakie osiąga Bronisław Komorowski w sondażach, demobilizują jego wyborców. Lider Twojego Ruchu liczy na skok w sondażach i "drugą turę". - Zwycięstwo jest w zasięgu ręki. Wiem, że to brzmi, jakbym był szalony, bo w sondażach prezydenckich mam 2-3 procent i to jest okrutnie mało, ale za chwilę wszystko się zmieni. Czuję ten kraj. Za miesiąc będzie sondażowy nokaut. Palikot zapowiada, że w razie zwycięstwa wypowiedziałby konkordat, próbował wymusić na rządzie ułatwienia dla przedsiębiorców i naukowców, a także pytałby o zdanie obywateli, na przykład przez internet.

źródło: Newsweek, natemat.pl

fot. Newsweek

Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News