Dłuższy czas zastanawiałem się, o czym napisać swoją pierwszą opinię na portalu. Pomysłów było kilka, jednak – jak wiadomo – najlepsze podsuwa samo życie. W poniedziałek moja redakcyjna koleżanka tylko wspomniała o ważnych sprawach, o których ostatecznie nie napisała. Teraz ja chcę je poruszyć motywowany także pewnymi wydarzeniami. Czy PiS łamie konstytucję?

Od dłuższego już czasu żona powtarza mi regularnie, że nie powinienem angażować się w dyskusje polityczne w mediach społecznościowych. Dziś (nie pierwszy raz zresztą) posłuchałem jej i skasowałem cały komentarz, który już miałem wysłać pod wpisem znajomego o praworządności, którą „ten wstrętny PiS ciągle łamie”.

Udział w dyskusji naturalnie nie zmieniłby nic w poglądach potencjalnego adwersarza, nie zmieniłby także nic w poglądach moich. Doprowadziłby zaś z pewnością do nielichej awantury, która mogłaby skończyć się nawet wyrzuceniem ze znajomych (a do tak radykalnych kroków nie należy wszakże innych ludzi prowokować).

Warto jednak aspekty niezaistniałej ostatecznie dyskusji poruszyć, by pewne sprawy wyjaśnić ostatecznie. Między środowiskami związanymi z obozem władzy a środowiskami opowiadającymi się przeciwko tej władzy toczy się bowiem spór, który wydaje się nie mieć rozwiązania, obie strony wszakże… mają rację.

Początek sporu. Czy PiS łamie konstytucję?

Zacznijmy jednak od początku. Początek zaś sięga roku 2015, kiedy PiS niebawem po objęciu władzy w Polsce stwierdził nieważność uchwał, którymi Sejm poprzedniej kadencji wybrał 5 sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Głosami posłów Prawa i Sprawiedliwości wybrano na wakujące lub niebawem mające wakować miejsca nową 5. sędziów.

Nieprzychylni władzy twierdzą, że w ten sposób złamano konstytucję, zwolennicy zaś obozu rządzącego głoszą poglądy zupełnie przeciwne. Nie wchodząc w szczegóły (bo podjąłem już próbę, wówczas zaś same szczegóły zajęły 2 strony A4) można powiedzieć, że obie strony… mają rację.

PiS nie zastosowało się do przepisów konstytucyjnych o nieusuwalności sędziów TK. Równocześnie jednak Prawo i Sprawiedliwość wykorzystało zgrabnie logikę, wcześniejsze wyroki Trybunału Konstytucyjnego i uczyniło uchwały, którymi wybrano sędziów, nieważnymi.

Czy zatem PiS złamało konstytucję? Są opinie ekspertów, które jednoznacznie stwierdzają, że tak, podpierają się wyrokami Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i opiniami najświatlejszych specjalistów. Są także tacy eksperci, którzy twierdzą coś zupełnie przeciwnego. Także oni podpierają się interpretacjami i opiniami specjalistów z branży. Na każdy swój krok Prawo i Sprawiedliwość ma komplet opinii prawnych, które pochodzą nie tylko od zaufanych prawników zatrudnianych przez partię.

Najnowszy epizod sporu. Kto ma rację?

W sprawę TK zagłębiać się już nie warto. Stan faktyczny jest, jaki jest. Każdy, kto chce zgłębić ten temat, niech poszuka artykułów prasowych opisujących spór – koniecznie z obu stron politycznej barykady.

Podobny jednak problem pojawił się obecnie – przy okazji reformy sądownictwa. Zgodnie z przegłosowaną niedawno przez Sejm ustawą o SN sędziowie, którzy przekroczyli 65. rok życia przechodzą w stan spoczynku. Dotyczy to także I prezes SN, która zgodnie z konstytucją sprawuje 6-letnią kadencję, z której jest nieusuwalna.

W tej sprawie opozycja powołuje się na art. 180 ust. 1 konstytucji, zgodnie z którym sędziowie (wszyscy) są nieusuwalni oraz art. 183 ust. 3 konstytucji, zgodnie z którym I prezes SN powoływana jest na 6-letnią kadencję.

Obóz rządzący powołuje się zaś na art. 180 ust. 4 konstytucji, zgodnie z którym „ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku”. Prawo i Sprawiedliwość właśnie znowelizowało tę ustawę i ów wiek określiło na 65 lat.

Nie można zaś być prezesem instytucji, w której się nie pracuje (na pewno nie będąc sędzią), zatem władza twierdzi, że po określeniu wieku „emerytalnego” sędziów kadencja I prezes SN skróciła się automatycznie. Opozycja zaś uważa, że kadencja I prezes automatycznie wydłuża wiek przejścia w stan spoczynku.

O absurdzie polskiej rzeczywistości

Z powyższych wywodów widać wyraźnie, że każda ze stron może sobie przypisać rację. Obie strony powołują się na zapisy konstytucyjne, prawo zaś nie określa, który z nich ma wyższą rangę, bo wszystkie są artykułami aktu prawnego o najwyższej randze. Każda ze stron posługuje się własną interpretacją zapisów konstytucyjnych i opiniami ekspertów. Każda ze stron twierdzi, że ma rację, a ta druga się myli.

Problemem nie są władcze zapędy Jarosława Kaczyńskiego. Miał je każdy, kto w Polsce posmakował odrobiny władzy. Nie czemu innemu służyła wszakże ustawa o TK uchwalona jeszcze przez koalicję PO-PSL, jak właśnie temu, by utrzymać władzę nawet po jej utracie.

Problemem nie jest łamanie konstytucji przez którąkolwiek z frakcji. Robią to wszystkie, dotyczy to także innych instytucji, np. Straż Miejska w Warszawie do dziś nie zaakceptowała wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie mandatów za radary.

Problemem jest polski system prawny i jego podstawy. Polską konstytucję, a później także ustawy i inne akty prawne pisali ludzie, którzy chcieli, by prawo było nieoczywiste i niejasne. W ten sposób władza może być nieograniczona, zaś zawód prawniczy będzie zawsze potrzebny.

Należy zmienić konstytucję

Problem polega na tym, że PiS, choćby nie wiem jak ograniczyło wolności obywatelskie i powróciło swoimi działaniami do PRL, zawsze wybroni się, że wszystko robiło zgodnie z prawem. Bo tak absurdalne jest to prawo.

Prawo to, począwszy od źle skonstruowanej konstytucji, należy zmienić. Należy je także ograniczyć, zlikwidować „biegunkę prawną” polskich polityków, którzy uchwalają najwięcej prawa w całej Europie. W tym miejscu na myśl przychodzi dobry pomysł ministra Gowina, by na każdy nowy przepis prawny co najmniej dwa inne były znoszone.

Nie opowiadam się koniecznie po stronie referendum konstytucyjnego Andrzeja Dudy. Osobiście zamierzam się na nie wybrać, chociaż szczerze liczę na poważną zmianę większości pytań (bo tylko kilka z nich, a i one po przeformułowaniu, nadawało się do zadania Polakom). Podkreślam jednak zdecydowanie – polską konstytucję należy jak najszybciej zmienić. Albo zamienić na nową, napisaną dobrze, regulującą jak najmniej i gwarantującą wolności obywatelskie i ustrój państwa.

Osobiście proponuję monarchię lub dyktaturę, jednak w drodze wyjątku może być też prezydencki.

Jan Odyniec

Redaktor portalu pikio.pl, absolwent historii na Uniwersytecie Warszawskim. Światopoglądowy konserwatysta, umiarkowany anarchista, zwolennik społecznej nauki Kościoła. Katolik i mąż.

WARTO PRZECZYTAĆ:

  1. Wieczorek: Krótko o wolności. Protest rodziców niepełnosprawnych a aborcja
  2. Pilecki: Dlaczego marihuana jest wciąż nielegalna?
  3. Wieczorek: Kobieta na krańcu Europy. O wakacyjnym feminizmie

100 lat, panie prezesie! 69 najlepszych MEMÓW na 69. urodziny Jarosława Kaczyńskiego


Jakim autem jeździ Wassermann? Samochody kandydatów na prezydentów polskich miast [ZDJĘCIA]

Zobacz również