Odyniec: Nowa siła w rządzie. Na co jest obliczona partia Biedronia?

Odyniec: Nowa siła w rządzie. Na co jest obliczona partia Biedronia?

Media obiegła w poniedziałek szokująca wiadomość. Z najnowszego sondażu IPSOS wykonanego na zlecenie OKO.press wynika, że gdyby wybory odbyły się dziś, aż na 5% poparcia liczyć by mogła partia Biedronia. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie jeden fakt: takie ugrupowanie nie istnieje. Co zatem oznacza umieszczenie tego ugrupowania w sondażu? Co to oznacza dla polskiej polityki i dla Polaków?

Być może wiele osób pamięta jeszcze to wydarzenie, dlatego do niego odwołam się jako pierwszego. W maju 2015 roku media obiegła podobna szokująca wiadomość. Otóż w sondażach, w których dotąd zdecydowanie królowały PiS i PO, pojawiły się dwie nowe siły. Pierwszą z nich była "lista Kukiza" (wówczas jeszcze nie było wiadomo, że powstanie stowarzyszenie Kukiz'15), która z wejścia zebrała ok. 18% poparcia. Drugą podobną, nową siłą była "lista Balcerowicza", która z wejścia zebrała 11%. Rychło okazało się, że Paweł Kukiz faktycznie zbiera wokół siebie ludzi i chce startować sam w wyborach prezydenckich. Do parlamentu zaś chce wprowadzić założone przez siebie stowarzyszenie. Niebawem okazało się także, że "partia Balcerowicza", która wciąż nie powstała, szybko zmienia się w sondażach w "partię Balcerowicza i Petru". Za chwilę stała się "partią Petru", przy czym nieustannie przypominano, że jej patronem mimo wszystko jest Leszek Balcerowicz.

Pompowanie nieistniejących ugrupowań

Ugrupowanie Ryszarda Petru, nim jeszcze powstało, zostało umieszczone w licznych sondażach, w których mogło liczyć od 1 do nawet kilkunastu procent poparcia. W pewnym momencie potencjalny twórca partii prawie nie wychodził ze studiów telewizyjnych. Jego partia, gdy już powstała, działała w opozycji do obu głównych sił politycznych, podobnie zresztą jak ugrupowanie Kukiz'15. To zaś oznacza, że obie siły poszukiwały elektoratu niezdecydowanego, wahadłowego. Tego, który w ostatniej chwili decyduje się na głosowanie i który do ostatniej chwili nie wie, na kogo zagłosować. Podobny ruch wcześniej, bo przed wyborami 2011 roku, wykonał Janusz Palikot. Po odejściu z Platformy Obywatelskiej założył swoją własną partię, także w opozycji do obu głównych sił politycznych w Polsce. On też umiejętnie pokierował tym elektoratem, który jest najbardziej niezdecydowany, dzięki czemu w wyborach w 2011 roku uzyskał ponad 10% poparcia. Jest rzeczą charakterystyczną dla ugrupowań, które powstają w świetle reflektorów, firmowane znanymi twarzami, że po 1. odwołują się do "niezagospodarowanego" elektoratu, po 2. są intensywnie pompowane medialnie. Ich twórców często widuje się w telewizji i słyszy w radiu. W sondażach umieszczane są jeszcze zanim powstaną. Przedstawiane są jako "nowa, świeża alternatywa" dla tych ugrupowań, które znamy i jesteśmy nimi zmęczeni.

Partia Biedronia. Na co obliczone są tego typu ugrupowania?

Trudno nie odnieść wrażenia, że nowa "partia Biedronia", która jeszcze nie powstała, zaś jej potencjalny twórca nadal nie zabrał głosu w sprawie jej założenia, ma to samo zadanie, które miały wcześniej ugrupowania Palikota, Kukiza i Petru. Jakie jest to jednak zadanie? Oczywiście - czytelnik może powiedzieć "politykowi nie podoba się obecny układ partyjny, chce zatem założyć ugrupowanie, które będzie mu odpowiadać". Czytelnik może mieć rację, jednak pracując w mediach i obserwując polską scenę polityczną od pewnego czasu wyzbyłem się myśli o ideałach. Stałem się bardziej cyniczny i znacznie częściej w ruchach i gestach polityków widzę, jaki cel mieliby dzięki temu osiągnąć i jak dalece im się to opłaca. Robert Biedroń, który obecnie zajmuje stanowisko prezydenta Słupska, wciąż nie odpowiedział na pytanie, czy założy partię i czy wystartuje w wyborach prezydenckich. Obecnie postrzegany jest jako liberał światopoglądowy, społecznik, ale przede wszystkim człowiek dobry. Nie chcę nadużyć (zwłaszcza w sposób nieprawidłowy) słowa "symetrysta", ale tak bym go widział. Jego nie obraża narodowiec w koszulce z napisem "zakaz pedałowania". On sobie z tym narodowcem zrobi selfie, bo "łączy ich Polska". On, niczym Duda w 2015 roku, chce być "prezydentem wszystkich Polaków": białych, czarnych, wierzących, niewierzących, lewicowych, prawicowych, heteroseksualnych i homoseksualnych. Jako taki idealnie wpisuje się w ten sam plan, co jego poprzednicy. Będzie odwoływał się do elektoratu niezagospodarowanego, zmęczonego wieczną wojną polsko-polską. Zawiedzionego Nowoczesną, która ostatecznie okazała się przybudówką PO oraz Kukizem, który ostatecznie okazał się zupełnie nieskuteczny oraz wewnętrznie skłócony.

Co zrobi partia Biedronia: opcja nr 1

W tym przypadku widzę jedną z dwóch opcji, chociaż bardziej skłaniam się ku tej drugiej. Najpierw opiszę jednak pierwszą z nich. Istnieje partia Wolność (dawniej KORWiN). To kolejne (nie wiadomo już, które) ugrupowanie założone przez Janusza Korwin-Mikkego. Ten niezwykle doświadczony, wytrawny polityk od ponad 20 lat nieustannie zakłada nowe partie, które próbuje wprowadzić do Sejmu, z których ramienia startuje w wyborach prezydenckich. Po tym, jak w latach 90. opuścił Sejm, jego największym sukcesem wyborczym było osiągnięcie ponad 7% poparcia w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku. Następnie zresztą został wyrzucony z własnej partii, która obecnie szoruje po dnie sondażowym. Co właściwie przed każdymi wyborami robi Korwin-Mikke? Zbiera poparcie, zabierając po trochu każdej partii (chociaż osobiście przychylam się do tego, że ostatnio zabiera głównie PiS-owi). Jak tak zbiera poparcie, to na tydzień lub dwa przed wyborami uruchamia "protokół 1%", jak śmieją się internauci, to znaczy mówi w telewizji np. że nie ma dowodów na wiedzę Hitlera o holokauście, albo że "zawsze się trochę gwałci". Jego wypowiedź jest manipulowana, podawana przez wszystkie media, jego partia osiąga w wyborach ok. 1% poparcia, zaś wcześniej oderwany elektorat nie wraca już do poprzednio popieranej partii, tylko oddaje głos nieważny, na partię przeciwną czy też nie idzie do wyborów. Trudno nie odnieść wrażenia, że postępowanie Korwin-Mikkego wygląda na celowe, jakby był agentem jednej partii przeciwko drugiej. Robert Biedroń może oczywiście pokusić się o coś takiego - uskubie trochę elektoratu PO i Nowoczesnej, trochę lewicy, zarówno SLD jak i partii Razem. Następnie zrezygnuje, wycofa się lub palnie jakąś głupotę, zaś jego poparcie nie wróci już do poprzednich partii, ale rozpłynie się lub przejdzie np. do PiS.

Co zrobi partia Biedronia: opcja nr 2

Znacznie bardziej skłaniam się jednak do opcji drugiej. Otóż Robert Biedroń, jak jego poprzednicy (Palikot, Kukiz i Petru) może wprowadzić do Sejmu nową siłę, która znów spowoduje rozdrobnienie polskiego parlamentu. Tam przez pewien czas będzie występował jako "jedyna merytoryczna opozycja" przeciwko właściwie wszystkim. Następnie zaś stanie się nieformalną przybudówką jednej z głównych sił politycznych w Polsce. To może być bardzo wygodne dla PO, która nie bardzo odpowiada polskiej lewicy, jednak chętnie sięgnęłaby po jej poparcie. Może to być jednak także bardzo korzystne dla PiS. Można się bowiem spodziewać, że potencjalna partia Biedronia zbierze poparcie ludzi popierających Razem, SLD i PO, ale na pewno nie konserwatystów popierających PiS. Na razie zatem w zasadzie nic nie wiadomo. Jedno jest jednak pewne. Ewentualne powstanie nowego ugrupowania w opozycji do wyjątkowo silnego bloku prawicowego z pewnością nie zadziała na rzecz zjednoczenia opozycji. Można się zatem spodziewać, że przeczytawszy poniedziałkowy sondaż dla OKO.press, Jarosław Kaczyński się uśmiechnął, zatarł ręce i nie może już doczekać się wyborów. Jan Odyniec Redaktor portalu Pikio.pl, absolwent historii na Uniwersytecie Warszawskim. Światopoglądowy konserwatysta, umiarkowany anarchista, zwolennik społecznej nauki Kościoła. Katolik i mąż.



Najlepsze newsy dnia:

  1. Zaborowski: Jak pacjenci sami tworzą kolejki do lekarzy
  2. Pilecki: kara śmierci - krótkie rozważania
  3. Kossela: Bykowe i podatek od singli. Absurdalny powrót do przeszłości
Następny artykuł