O krok od wojny pod naszą granicą. Już płoną budynki, winni mają być Polacy

O krok od wojny pod naszą granicą. Już płoną budynki, winni mają być Polacy Źródło: fot. wikimedia.org

Napięcia na tle narodowościowym zawieszają pokój w pobliżu naszego kraju na włosku. Pod jedną z granic Rzeczpospolitej spalono budynki, otwarcie grożąc wykorzystującym je mniejszościom. Winnymi gorszących zajść mają być Polacy i to nawet niezamieszkujący poza Polską.

Donbas nie jest jedynym regionem Ukrainy, w którym napięcia etniczne prowadzą do tragedii. Choć wojna szaleje jedynie na wschodzie kraju, niewykluczone, że do podobnych zdarzeń na jego zachodzie, tuż pod polską granicą. ZOBACZ TAKŻE: WOJNA! Światem wstrząsnęło, to się skończy tragicznie W podobny sposób dochodziło już do zamieszek i pogromów. Często wystarczy plotka czy opłacona prowokacja, by wywołać prawdziwe piekło. Tak stało się w zakarpackim Użhorodzie, stolicy Obwodu Zakarpackiego gdzie spłonął dom Towarzystwa Kultury Węgierskiej Zakarpacia. Podobne niepokoje mogą zatrząść najbardziej różnorodnym kulturowo regionem państwa Ukraińskiego. W jego obrębie mieszka dziesiątki mniejszości, które ziemię dzisiejszego obwodu zajmują od wieków. Tak jest w przypadku Węgrów, którzy wraz z niemieckimi osadnikami, których ściągali węgierscy monarchowie, założyli tamtejsze miasta i wytyczyli drogi. ZOBACZ TAKŻE: Tajne porozumienie Macierewicza z Rosją? „Polska najedzie na Ukrainę” Ukraina wyraźnie nie radzi sobie z mniejszościami, które nie są społecznościami imigranckimi, a żyją po prostu "u siebie". Należy pamiętać, że Zakarpacie w granicach Ukrainy, a uprzednio Ukraińskiej SRR jest od końca drugiej wojny światowej. Wcześniej przez 21 lat region wchodził w skład Czechosłowacji, a jeszcze wcześniej przez lat 1000 był w składzie Królestwa Węgier.

Winni mają być Polacy

Wtorkowe podpalenie było już trzecim w ostatnim czasie. Dwa pierwsze razy dokonać mieli go polscy nacjonaliści z organizacji Falanga. Teraz sprawcy pozostają nieznani. Jak to możliwe, że nadwiślańscy nacjonaliści podłożyli ogień pod węgierskie stowarzyszenie kulturowe? ZOBACZ TAKŻE: Najpierw zamieszki teraz eksplozja aut! Gorąco w Warszawie Falangę jako winną podpalenia budynku uznała Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Zdaniem wielu był to wynik rosyjskiej prowokacji. Moskwa w regionie posiada ogromne wpływy głównie za pośrednictwem cerkwi, która skupia w sobie wielu działaczy ruchu rusińskiego i antyukraińskiego. Sprawę skomentował Bartosz Beker, lider formacji. - Nie chciałbym wyciągać zbyt daleko idących wniosków, ale pokazanie, że przynajmniej za niektórymi z tych ataków stoją polscy spiskowcy, w domyśle działający z węgierskimi braćmi w zmowie, jest Ukraińcom bardzo na rękę. Tłumaczyłoby to również wyjątkowo szybkie i podejrzanie szczegółowe wskazanie sprawców przez SBU, bez zatrzymania ich na Ukrainie - powiedział. ZOBACZ TAKŻE: Fatalne wieści w sprawie zdrowia Golloba! „Jest coraz gorzej” Zdania, że za wszystkim stoją Rosjanie, a nie Polacy jest również węgierski dziennikarz, Janos Szeky. - Wszyscy wiedzą, że to są prowokacje inicjowane przez Rosję. Problem w tym, że węgierski rząd nigdy tego nie przyznaje, a zamiast tego do obiegu podaje czystą propagandę o sterowanej centralnie antywęgierskiej kampanii nienawiści. To okropne kłamstwo - powiedział Wirtualnej Polsce dziennikarz. źródło: wp.pl Następny artykuł
0 Skomentuj

Komentarze 0

Ocena artykułu