Uwielbiały go miliony. Był prawdziwym bohaterem i wzorem dla mas, które w jego twórczości odnajdywały ukojenie. Niestety, sam nie mógł go znaleźć dla siebie. Idol milionów fanów z całego świata odszedł nagle. Nie pomogła nawet całonocna reanimacja.

Gwiazda takich zespołów jak Sancutary czy Nevermore, Warrel Dane zmarł nagle 13 grudnia. Muzyk od lat zmagał się z chorobami, które trawiły jego zdrowie. Mimo takich problemów nie oderwał się od muzycznej kariery, która pozwalała mu zapomnieć o kulejącym zdrowiu.

Dane pracował właśnie w São Paulo nad drugim studyjnym albumem. Był do tego stopnia zaangażowany w pracę, że nawet nie zauważył, jak jego zdrowie zaczęło w szybkim tempie znacznie się pogarszać. W nocy z 12 na 13 grudnia miał zawał serca.

ZOBACZ TAKŻE: Dramat polskiej legendy rocka. Zbankrutował przez straszną chorobę

Idol reanimowany bez skutku

Przy muzyku był w tragicznej chwili Johnny Moraes, gitarzysta, który razem z nim nagrywał album. Jak mówi, kiedy Dane upadł na ziemię, zwijając się z bólu, próbował mu pomóc. Niestety, Dane stracił przytomność, a masaż serca nie zdawał egzaminu. Moraes wezwał karetkę, która przybyła naprawdę szybko. Mimo długiej reanimacji Dane zmarł.

– Zmarł w nocy. Stało się to w apartamencie, w którym zatrzymał się na czas nagrywania albumu. Zrobiłem mu masaż serca i zadzwoniłem po karetkę, która przybyła naprawdę szybko. Jego zdrowie było bardzo słabe z powodu cukrzycy i problemów z alkoholem. Miał sporo problemów ze zdrowiem – wyznał Moraes.

ZOBACZ TAKŻE: Nie żyje legenda najsłynniejszego i najlepszego rockowego zespołu w historii

źródło: antyradio.pl

Nie jedz TYCH rzeczy przed snem!


8 największych odkryć 2017 roku [ZDJĘCIA]

...

Zobacz również