Mieszkańcy wysp położonych na północnym Atlantyku mają już dość bycia częścią post-Brexitowych sporów pomiędzy Unią Europejską, Wielką Brytanią i Szkocją. Ludzie mówią dość i chcą niepodległości, co jest sporą niespodzianką. 

Szetlandy ewidentnie nie są wyspami, które charakteryzują się gorącymi plażami i egzotycznymi kobietami. Mimo wszystko mają szansę stać się atlantycką wersją rajskich wysp. Mieszkańcy nie chcą być dłużej elementem sporów pomiędzy Wielką Brytanią, Unią Europejską oraz Szkocją. Chcą spokoju i uważają, że doskonale poradzą sobie sami.

Szetlandy formalnie należą do Szkocji, a władze tego kraju już zapowiedziały powtórne referendum niepodległościowe. Już wcześniej podejmowano próby demokratycznego odłączenia się wysp od Szkocji, aczkolwiek ostatnie tego typu przedsięwzięcie w 2014 roku zakończyło się klęską. Nikt się nie spodziewał, że zamieszanie wokół wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii spowoduje, iż mieszkańcy Szetlandów zachcą niepodległości znacznie mocniej niż wcześniej.

Obecnie sytuacja jest jednak zgoła inna. Po Brexicie wzrosła niechęć do centralnych władz i nieustannych sporów, które targają Szkocję, Unię Europejską i Wielką Brytanię. 23-tysięczny naród wierzy, iż dzięki bogactwo naturalnym takim jak potężne ławice ryb, pola naftowe oraz gazowe, umożliwi mu niezależność od Londynu, Brukseli oraz Edynburga.

Zobacz również