Pani Martyno – pracuję dla pieniędzy. Jestem tym obrzydliwym „millenialsem”, choć prywatnie bardzo nie lubię przypisywać się do żadnej grupy. Moje CV jest bardziej urozmaicone w zainteresowania i umiejętności niż autentyczne doświadczenie. Często robię rzeczy, które nie przynoszą mi korzyści majątkowych. Obserwuję pani działalność, wiele rzeczy popieram, jednak z wieloma kwestiami się nie zgadzam. Oto jedna z nich – porozmawiajmy o zarobkach.

Martyna Wojciechowska w ostatnim wywiadzie dla „Głosu Mordoru” podzieliła się swoją głęboką refleksją. Punktem jej rozważań byli tzw. millenialsi – osoby urodzone w latach 80. i 90., które w zasadzie są na początku swojej ścieżki zawodowej. Ukończyli studia, pracują kilka lat lub (jak w moim przypadku) dopiero co wystartowali zarówno z edukacją wyższą, jak i faktycznym zarobkiem. Pani Martyna ma już ten „start” dawno za sobą – wypracowała w polskim show biznesie pozycję, której wielu może jej pozazdrościć. Podróżniczka z „Kobiety na krańcu świata”, autorka kilkunastu książek, działaczka charytatywna, aktorka dubbingowa i reklamowa.

– Ja zawsze pracuję dla idei, nie dla produktu, zawsze z misją – stwierdziła w wywiadzie.

Tej kwestii nie mogę zanegować. Szkopuł pojawia się dopiero wtedy, gdy Martyna Wojciechowska zaczyna mówić o tych niewdzięcznych, roszczeniowych, chcących pieniędzy millenialsach.

Dlaczego młodzi muszą zarabiać? Wydawałoby się oczywiste

Nie chcę wyrywać poszczególnych zdań, więc z góry przytoczę wszystko, co zarówno o sobie, jak i o młodych studentach i pracownikach opowiedziała opowiedziała pani Wojciechowska.

–  Jestem rozczarowana obecnym rynkiem pracy. Niby wszyscy świetnie się prezentują, mają pasję, chęć do pracy, chcą się rozwijać – w CV znakomicie to wygląda, w rzeczywistości jest już jednak gorzej. U młodych dominuje postawa roszczeniowa. Millenialsi wiele oczekują i wiele chcą, ale nie potrafią się odnaleźć na rządzącym się swoimi prawami rynku.

– Ja zawsze pracuję dla idei, nie dla produktu, zawsze z misją. Często realizuję projekty, z których nie czerpię korzyści finansowych – patrz choćby filmy dokumentalne. Z ich produkcją nie wiąże się żadne wynagrodzenie,nie ma premii, regulowanego czasu pracy. A kiedy materialny zysk nie stoi na pierwszym miejscu, gdy pieniądze i stabilna praca nie mogą być kluczową motywacją, wówczas bez wewnętrznej determinacji wiele się nie zdziała. Dlatego tak ważne jest to „why?” u wszystkich ludzi, z którymi pracuję – czytamy w „Głosie Mordoru” (wrzesień 2018 #9, str. 3 – dostępny za darmo w internecie)

Dalej Martyna Wojciechowska podkreśla, że rozumie, dlaczego niektórzy wybierają wysokie zarobki, premie i bonusy, które wiążą się z „pracą korpo”. Z drugiej strony wypomina jednak, że taki sposób pracy „daje pewne przywileje”, ale satysfakcji już nie. Bo satysfakcję można czerpać tylko z pracy wykonywanej „z pasji”.

Niestety, nie zgadzam się w tym wywiadzie z podróżniczką. Przede wszystkim dlatego, że nie stać mnie na pracowanie tylko dla idei.

Historia pani Martyny vs. moja perspektywa

Martyna Wojciechowska pracuje, rozwija się i zarabia od ponad 20 lat – na różne sposoby. To właśnie dywersyfikacja dochodów, czyli stałe zarobki z różnych źródeł, pozwalają jej na pracę dla idei, dla wartości, dla misji. Przez wszystkie lata z pewnością uzbierała również oszczędności, które są dla niej jak gruba poduszka bezpieczeństwa. Mogłaby zdecydować się na kilka miesięcy odpoczynku, na działalność charytatywną i przerwę w pracy zarobkowej, a po powrocie w dalszym ciągu być w „dobrej” sytuacji. Zwłaszcza, że show biznes tak szybko by o niej nie zapomniał i nawet w trudnej pozycji finansowej, szybko znalazłaby rozwiązanie.

Tymczasem z mojej perspektywy wygląda to całkowicie inaczej. Jestem millenialsem – nie mam bezpiecznej poduszki finansowej, a wszystko co odłożyłam to raczej fundusz na „czarną godzinę”. Samodzielnie opłacam wynajęte mieszkanie, bo oczywiście w obecnym momencie nie stać mnie na nic własnego. Tylko dzięki pomocy rodziców pójdę na studia – niektórzy z moich znajomych nie mają takiego szczęścia. Nawet jeśli uczelnia jest darmowa, prawie nikt z nich nie mieszka w dużym mieście – a dojazd też kosztuje.

Nie zagram w reklamie W. Kruk, Play, nie zostanę ambasadorką Pantene, co pozwoliłoby mi opłacić kilka lat życia, bo zwyczajnie jeszcze nie otrzymałam takiej szansy. Mam szczęście, że w tak młodym wieku dostałam normalną pracę – osoby z mojego rocznika cieszą się z darmowego stażu, który w dobrej firmie też nie jest dla wszystkich.

Martyna Wojciechowska pracuje dla idei. Nie każdego stać na taki krok

Praca z pasji jest pięknym hasłem, jednak aby wprowadzić je w życie, bardzo często trzeba najpierw… zarobić. Potrzeba pieniędzy, żeby ukończyć wymarzone studia, podróżować i odkrywać, co się w życiu tak naprawdę kocha. Potrzeba pieniędzy i poczucia bezpieczeństwa, żeby wystartować z własną firmą, porzucić korpo i działać charytatywnie.

„Roszczeniowość” młodych mnie nie dziwi. Koszty życia drastycznie rosną, zarobki – niekoniecznie. Bez doświadczenia trudno znaleźć coś „rozwijającego” poza darmowym stażem. A pani słowa i cytowanie mówcy motywacyjnego (który też już swoje miliony zarobił), tylko utwierdzają pracodawców w przekonaniu, że należy oczekiwać od millenialsów pełni zaangażowania bez grosza zapłaty.

Sama robię drugi etat w domu za darmo: blogując, tworząc, przekazując młodszym jakąś głębszą refleksję i wiedzę w nadziei, że kiedyś przemieni się to w biznes. Ale niestety – w żadnym sklepie nie przyjmują płatności ideą. Tylko złotówki.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Guziewska: Pewna przykra amputacja
  2. Wieczorek: Molestowanie w mediach. O internetowej bezkarności
  3. Pilecki: Polityka i młodzi. Co z nimi nie tak?

10 najpiękniejszych polskich modelek, które podbijają świat [ZDJĘCIA]

30 krajów, w których życie jest najtańsze. Wśród nich Polska [ZDJĘCIA]

Zobacz również