Mąż ofiary smoleńskiej ujawnia, co PiS robi z jej ciałem. Jest załamany

Mąż ofiary smoleńskiej ujawnia, co PiS robi z jej ciałem. Jest załamany

Już niebawem będzie 8 rocznica katastrofy smoleńskiej. Chociaż tyle czasu minęło, wciąż nie wszystkie wątki z nią związane są wyjaśnione. Po przejęciu władzy przez PiS podjęto decyzję, że ciała wszystkich ofiar tragedii mają być ekshumowane. Mąż ofiary smoleńskiej opowiada, co z jej ciałem robi rządzące Prawo i Sprawiedliwość.

Paweł Deresz jest wdowcem po zmarłej w katastrofie smoleńskiej Jolancie Szymanek-Deresz - posłance SLD. Niedawno prokuratura, prowadząca śledztwo w sprawie tragedii, podjęła decyzję o ekshumacji jej ciała. Stało się tak pomimo protestów Pawła Deresza i sugestii sądu, by wstrzymać się z decyzją do czasu wyjaśnienia sprawy przez Trybunał Konstytucyjny.

Mąż ofiary smoleńskiej załamany działaniami prokuratorów

Jak podkreśla Paweł Deresz, chociaż ekshumacje ofiar smoleńskich trwają już od pewnego czasu, to nadal dla każdej ekshumacji podejmowana jest osobna decyzja prokuratury. Śledczy nie liczą się przy tym w żadnym wypadku z głosami rodzin ofiar, chyba że te są zgodne z ich decyzją. Na dodatek mają do tego prawo. - Prokuratorzy nie liczyli się nie tylko z moimi odczuciami, ale i z sugestiami sądu, który zaproponował śledczym, aby poczekali na decyzję Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie. TK na razie decyzji nie podjął, ale prokuratorzy najwyraźniej zlekceważyli ten organ i robią swoje - wyjaśnił Deresz w rozmowie z NaTemat.pl. Mąż ofiary smoleńskiej jest tym bardziej zdruzgotany, że nie przedstawiono mu żadnych konkretnych przesłanek, które mogłyby uzasadniać ekshumację ciała jego żony. Prócz ogólnych przesłanek zaprezentowanych przez prokuratora Pasionka przed ok. rokiem, co do zamiany ciał i fałszywych opisów sekcji zwłok, nie podano żadnego konkretnego, jednostkowego powodu. Tymczasem Paweł Deresz jest pewny, że w grobie jego żony pochowane jest jej ciało.

Śledztwo smoleńskie przedłużone przez ekshumacje

Jak wyjaśnia wdowiec po Jolancie Szymanek-Deresz, z powodu ekshumacji śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej przedłużone jest o kolejne 3-4 lata. - Tak mi oświadczono w prokuraturze. Usłyszałem, że śledztwo i opublikowanie końcowego raportu, który w całościowy sposób podsumuje przyczyny i przebieg katastrofy zajmie jeszcze trzy, cztery lata. Ten raport obejmie wszystkie ustalenia śledczych dotyczące Smoleńska - mówi Deresz. I podkreśla, jak bardzo zły jest na decyzje prokuratury, tak obecne, jak i wcześniejsze, jeszcze te z 2010 roku. Już wtedy można było przeprowadzić ponowne sekcje zwłok, jednak nikt w prokuraturze nie podjął takiej decyzji. Drugą rzeczą, która przedłuża śledztwo, jest kwestia ekspertów zagranicznych. - Okazuje się, że dopiero teraz prokuratura sięga po specjalistów z zagranicy. Powołuje kilka eksperckich zespołów, które mają badać przyczyny i okoliczności katastrofy. Nie ma to oczywiście żadnego związku z komisją pana Macierewicza i Nowaczyka. Eksperci międzynarodowi będą działali w ramach prokuratury - tłumaczy.

Cichy bunt

Paweł Deresz dodaje także, że po zakończeniu śledztwa wnioski tzw. podkomisji smoleńskiej mogą zostać zmiażdżone wnioskami prokuratury. Jego zdaniem konieczne jest, by jak najszybciej opozycja parlamentarna zabrała głos w sprawie przedłużającego się śledztwa i jego rosnących kosztów. Ponadto stwierdza, że nie zamierza wziąć udziału w ekshumacji jego żony, do czego, jak poinformowała go prokuratura, ma prawo. Ma to być z jego strony forma protestu. - Ja i cała rodzina nie weźmiemy udziału w tej ekshumacji chociażby, dlatego żeby zamanifestować nasz sprzeciw wobec postanowień prokuratury - uzasadnia. WARTO PRZECZYTAĆ:
  1. Katastrofa lotnicza! Ofiary śmiertelne, kraj w żałobie
  2. Zwłoki ofiary smoleńskiej będą wykopane z grobu. "To barbarzyństwo!"
  3. Koszmar rodziny. W nocy wykopali ciało ofiary smoleńskiej
Następny artykuł