Marta została zgwałcona przez księdza

Marta została zgwałcona przez księdza

Marta jest jedną z ofiar przestępstw, których dopuścili się polscy księża. Miała 16 lat, gdy jeden z duchownych brutalnie zgwałcił ją na śmietniku. W smrodzie, pośród odpadów wydarzyła się największa krzywda, jaka ją w życiu spotkała i która towarzyszy jej po dziś dzień.

Marta poznała swojego oprawcę, gdy miała 12 lat. Pierwszym miejscem ich spotkania był konfesjonał, gdzie dziewczynka poza swoimi grzechami zaczęła zwierzać się też z takich rzeczy, jak problemy rodzinne. A tych jej nie brakowało - niepełnosprawna matka i ojciec pijak nie należą do obrazka udanego i beztroskiego dzieciństwa.

Marta chciała tylko wsparcia

12 letnia dziewczynka szukała pocieszenia i zrozumienia. Trudna sytuacja życiowa była czymś, z czym nie potrafiła sobie poradzić sama. Kapłan, który zawsze wysłuchał i doradził, okazał się być najlepszym wsparciem. Nic więc dziwnego, że niestabilna jeszcze emocjonalnie dziewczynka zakochała się w nim. - Lgnęłam do niego. To było pierwsze takie uczucie w moim życiu - tak Marta wypowiedziała się na potrzeby książki po tytułem "Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos", autorstwa Artura Nowaka i jego żony, Małgorzaty Szewczyk-Nowak. Książka ta opisuje historię Marty. Nadszedł czas, w którym duchowny musiał opuścić na jakiś czas parafię. Czas ten był dla ówczesnej nastolatki niesamowicie trudny. Nie miała się komu wyżalić ani do kogo przytulić. Z powrotem mężczyzny wiązała ona ogromne nadzieje, jednak mocno się przeliczyła. Jego zachowanie po przyjeździe, delikatnie rzecz ujmując, było dziwne i dwuznaczne.

Lekcje miłości

Po powrocie duchownego jego zachowanie zmieniło się nie do poznania. Nie chciał już wysłuchiwać problemów Marty, ani jej pocieszać. Chciał od niej tylko jednego - seksu. Z początku młoda dziewczyna była zdezorientowana, nie wiedziała co się dzieje. Gdy 55-letni ksiądz po raz pierwszy dotknął jej miejsc intymnych pomyślała, że to żart. Nie podejrzewała, że mogą kryć się za tym jakiekolwiek złe intencje. Nikomu o tym nie powiedziała. Mężczyzna przekonywał ją, że to nie jest żaden gwałt, tylko zwykła lekcja miłości. Obiecywał również, że będzie delikatny. Delikatny jednak nie był. Jego propozycje, a następnie czyny były obrzydliwe i brutalne. Wymagał od dziewczyny, aby ta się dla niego depilowała. Nie reagował na prośby zaprzestania swojego zachowania, wręcz go to podkręcało. Pewnego razu, podczas spaceru w lesie, zmusił ją do kolejnej rzeczy - seksu oralnego.

Niecodzienny telefon

Pewnego razu duchowny zadzwonił i zapowiedział, że przebije dziewczynie jej błonę dziewiczą. Marta protestowała, bowiem tę chwilę chciała przeżyć z kimś wyjątkowym, kogo będzie kochać. Mężczyzna wyśmiał ją, tłumacząc że faceci wcale tego nie oczekują. Kazał jej przyjść na pod śmietnikową altanę, która była zamykana na zasuwkę. Tam stało się najgorsze. Kapłan tłumaczył, że to co robi nie jest grzechem, ale dziewczyna ma o tym milczeć. Przed dokonaniem brutalnego czynu zaznaczył, że się spieszy i nie ma na to czasu, zrobił to więc bardzo szybko i pozostawił dziewczynę na pastwę losu. Marta nie pamięta jak wróciła do domu. Pamięta jedynie, że jej bielizna była cała we krwi, a ona wtedy chciała tylko umrzeć. Nie mogła tego powiedzieć ani matce, ani ojcu. Była z tym zupełnie sama.

Znikąd pomocy

Dziewczyna po pewnym czasie odnalazła w sobie siłę, przełamała się i zdecydowała opowiedzieć o swojej tragedii nowemu spowiednikowi. Ten był przerażony, w trybie natychmiastowym dał dziewczynie namiary na terapeutów. Po kilku sesjach spędzonych na kozetce, Marta dojrzała do decyzji o poinformowaniu o całym zajściu przełożonych oprawcy. Ten oczywiście wszystkiego się wyparł. Kościół zwołał komisję, w której skład wchodził psycholog, pedagog oraz dwóch duchownych. Pod uwagę wzięta została również opinia psychiatry, który zbadał Martę. Informację o wynikach komisji dziewczyna otrzymała dopiero sześć miesięcy później. Jej psychika miała się wówczas już naprawdę bardzo źle, bowiem w międzyczasie zmarła jej ukochana mama.



DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ

Smutny koniec

Po zwołanej po pół roku następnej komisji, Marcie oświadczono, że jest niewiarygodna. Zdaniem ekspertów kobieta, która przeżyła taką traumę, nie byłaby w stanie studiować i pracować jednocześnie, a to właśnie robiła Marta. Bez matki i z ojcem pijakiem, musiała sobie przecież jakoś radzić.

Niestety, oprawca dziewczyny nigdy nie zaznał smaku więziennej celi. Sprawa była bowiem przeciągana w nieskończoność, a dokumenty odnoszące się do całej sytuacji nigdy nie dotarły do Watykanu. Ksiądz gwałciciel zmarł, a Kościół umorzył swoje wewnętrzne postępowanie, o czym nie poinformował nawet prokuratury. Sprawiedliwości nie stało się zadość.



  1. Asteroida leci w kierunku Ziemi. Jackowski ujawnia co się stanie
  2. Nad Polskę nadciąga Jessica! Wiatr ponad 100km/h
  3. Padniecie! Kościół ustalił „minimalną stawkę na tacę”
Następny artykuł