16-letni Australijczyk z Melbourne czuł się mocno zmęczony po meczu swojej drużyny. Postanowił więc, że pochodzi w wodzie dla ochłody. Nie wiedział jednak, jak makabrycznie się to dla niego skończy.

Sam Kanizay brodził na plaży Dendy Street Beach po męczącym meczu piłki nożnej. 16-latek przez pół godziny chłodził się w wodzie i rozmawiał przez telefon. Kiedy wyszedł z wody, jego oczom ukazał się przerażający widok. Jego nogi obficie krwawiły. Chłopak dopiero wtedy poczuł potworny ból. Upadł na piasek i zadzwonił po pomoc.

Rodzice Sama przyjechali po niego razem z ratownikami medycznymi. Ci zabrali go do szpitala, a ojciec chłopaka, Jarrod Kanizay, postanowił sprawdzić, co zaatakowało jego syna. Po połowie przybył do szpitala, by pokazać lekarzom tajemnicze, małe skorupiaki. Zwierzęta trafiły pod lupę biologów morskich, którzy oświadczyli, że chłopaka zaatakowały tzw. pchły morskie.

Te uwielbiają mięso, ale zwykle żerują na martwych rybach. Oczyszczają w ten sposób wodę z nieżywych stworzeń. Jak mówi dr Genefor Walker-Smith, bardzo rzadko zdarza się, że pchły morskie atakują ludzi. Przypadek Sama to jednak prawdziwy ewenement – jeszcze nigdy nie odnotowano przypadku, by te małe stworzenia tak mocno pogryzły człowieka. Chłopak jeszcze przez jakiś czas musi poleżeć w szpitalu. Skorupiaki zostawiły głębokie dziury na jego stopach i łydkach. W niektórych miejscach przegryzły się aż do kości.

To naprawdę nietypowe zdarzenie. Sam znalazł się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie – mówi Walker-Smith.

https://www.youtube.com/watch?v=DtxyxD2fXHM

ZOBACZ TAKŻE:

https://www.youtube.com/watch?v=1CuF_GBTFOQ

 

...

Zobacz również