Lis z córką ledwo uszli z życiem! Padli ofiarą kiboli

Lis z córką ledwo uszli z życiem! Padli ofiarą kiboli

Dziennikarz opowiedział o dramacie, jaki go spotkał. Dorwać go chciało 40 rozjuszonych kiboli. Lis z córką ledwo uszli z życiem! 

Dziennikarz postanowił podzielić się okolicznościami bardzo groźnej sytuacji, w której znalazł się wraz ze swoją córką. Został wyrzucony, ale mogło się skończyć znacznie gorzej, bowiem chciało go zlinczować 40 rozjuszonych kiboli.

Lis z córką rozsierdził kiboli

ZOBACZ TAKŻE: Co za zwrot! Tomasz Lis popiera Jarosława Kaczyńskiego Lis zabrał swoją córkę na mecz Manchesteru United z Realem Madryt odbywający się na stadionie angielskiej drużyny. Żurnalista jest zagorzałym fanem hiszpańskiej drużyny. Jego zachowanie na trybunach rozsierdziło kibiców "Czerwonych Diabłów" do tego stopnia, że chcieli go zlinczować na miejscu. Dziennikarz ledwo uszedł z życiem. Dziennikarz zajął miejsce niedaleko trybuny, na której znajdowali się najbardziej fanatyczni kibice Manchesteru. Po tym, gdy Real strzelił gola Lisowie odtańczyli "taniec radości". Ta reakcja rozsierdziła fanatyków United, 40 z nich ruszyło w ich stronę.

Dziennikarz wykopany ze stadionu

Lis musiał natychmiast opuścić stadion, inaczej groziło mu ogromne niebezpieczeństwo. Podszedł do niego roztrzęsiony jak nigdy steward i oświadczył, że lepiej dla niego będzie, jeśli jak najszybciej ucieknie poza obiekt sportowy. ZOBACZ TAKŻE: Lis wezwał do protestów. Ta odpowiedź rozwścieczyła go do czerwoności Steward poinformował go, że w związku z "niewłaściwą" reakcją po golu, doprowadził do furii fanatyków Man Utd. Zdenerwowanie mężczyzn sięgnęło zenitu, bowiem ich ulubiona drużyna przegrywała. W związku z tym, ochroniarz powiedział, że będą mieć ogromne problemy z zapewnieniem mu bezpieczeństwa i poradził mu ucieczkę.  - To był mecz w Manchesterze w 2013 roku. Usiedliśmy z córką na trybunie dość neutralnej. Wokół - tacy jak my - międzynarodowi "Janusze". Manchester United prowadził 1:0, potem Nani dostał czerwoną kartkę. Real strzelił jednego, drugiego gola, a my intensywnie padaliśmy sobie w ramiona, zaprezentowaliśmy taniec radości. Na sektorze obok, ale nie oddzielonym wyraźnie, 4-5 rzędów wyżej i jakieś 40-50 metrów w bok, siedziało około 40 dżentelmenów, takich z siłowni. Ten nasz taniec im nie odpowiadał. Zaczęli nam wygrażać. Podeszli do nas stewardzi i poprosili, żebyśmy wyszli. No to im mówię: "nic złego nie zrobiliśmy". A oni nam ich pokazują i mówią: "nie jesteśmy pewni, czy zagwarantujemy wam bezpieczeństwo, jeśli Real strzeli jeszcze jednego gola" - opowiedział na łamach wp.pl Tomasz Lis. Źródło: sportowefakty.wp.pl Następny artykuł Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News