Ta prognoza naprawdę może się spełnić. Dramatyczną sytuację obserwujemy na zachodzie Europy. Między tym, co dzieje się teraz a rewolucją granica jest bardzo cienka. W każdej chwili można spodziewać się eskalacji działań zwaśnionych stron.

Mowa o Hiszpanii, a konkretnie o relacjach rządu centralnego z władzami lokalnymi Katalonii. W tej ostatniej ma się 1 października odbyć referendum niepodległościowe. Władze w Madrycie już zapowiedziały, że nie uznają referendum. Premier Hiszpanii uważa je za nielegalne.

Ze strony władz centralnych padają coraz ostrzejsze słowa i deklaracje. Ponieważ większość burmistrzów katalońskich gmin poparło referendum, prokurator generalny Hiszpanii, Jose Manuel Maza, zapowiedział aresztowania. Nakazał nawet już podległym mu prokuratorom z regionu postawienie zarzutów tym burmistrzom, którzy udostępnią lokale wyborcze. Rządząca w Barcelonie lewica jest przeciwna secesji Katalonii, jednak murem stoi za referendum.

Eksperci spodziewają się jeszcze większej eskalacji konfliktu. Bardzo realne wydaje się blokowanie kont bankowych katalońskich polityków, masowe przesłuchania burmistrzów, czy konfiskaty ulotek wyborczych.

Madryt uważa, że o secesji jednego z regionów decydować powinni obywatele całej Hiszpanii. Dlatego tak radykalny jest sprzeciw władz hiszpańskich przeciwko referendum niepodległościowego.

Przewidujemy, że 67,5 proc. uprawnionych weźmie udział w referendum niepodległościowym, z czego 62,4 proc. opowie się za secesją, a 37,6 proc. przeciw – twierdzi Laia Hortiz z Centrum Badań nad Opinią Publiczną (CEO) w Barcelonie.

Z innych sondaży wynika, że więcej osób jest przeciwnych odłączeniu się Barcelony z Hiszpanii. Jedno jest pewne – ponad 3/4 Katalończyków chce referendum.

W rządzie hiszpańskim działa nieformalny zespół, który chce sabotować referendum za wszelką cenę. Planowane są działania prawne, ale także przejmowanie kart, urn wyborczych, a nawet odcinanie prądu w lokalach wyborczych.

Źródło: rp.pl

Po czym poznać, że masz raka jelita? Uważaj na TO!