Wydawałoby się, że wiedza o szczególnej ochronie danych osobowych jakiej podlegają oskarżeni jest dość powszechna. O ile zwykłemu obywatelowi takie informacje mogą nie być potrzebne, to już na pewno powinni o nich wiedzieć dziennikarze jednej z największych stacji informacyjnych w kraju. 

W Poznaniu rozpoczął się właśnie proces ws. głośnego zabójstwa Ewy Tylman. Chociaż sprawa jest wyjątkowo głośna, to nazwisko oskarżonego musi pozostać ukryte.

Artykuł 13. prawa prasowego głosi:

1. Nie wolno wypowiadać w prasie opinii co do rozstrzygnięcia w postępowaniu sądowym przed wydaniem orzeczenia w I instancji.
2. Nie wolno publikować w prasie danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe, jak również danych osobowych i wizerunku świadków, pokrzywdzonych i poszkodowanych, chyba że osoby te wyrażą na to zgodę.
3. Ograniczenie, o którym mowa w ust. 2, nie narusza przepisów innych ustaw. Właściwy prokurator lub sąd może zezwolić, ze względu na ważny interes społeczny, na ujawnienie danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe.

Oczywiście o żadnej zgodzie w przypadku oskarżonego Adama Z. nie może być mowy. Nie przeszkadza to jednak dziennikarzom TVP, którzy w relacji z procesu nie wpadli na pomysł ocenzurowania kluczowych danych. W ten sposób TVP podało do wiadomości publicznej nie tylko nazwisko oskarżonego ale i jego hasło do facebooka czy nazwiska partnerów seksualnych.

Konkurencyjne do TVP stacje dały radę ocenzurować wszystkie kluczowe dane. Samuel Pereira twierdzi jednak, że wpadka jego stacji to wina… sędziego.

– Pierwszy raz słyszę, żeby sąd był tak wylewny w cytowaniu nazwisk. To jest technicznie niemożliwe. Sąd powinien czytać pierwszą literę nazwiska, wtedy nie byłoby problemu. – mówił.

...

Zobacz również

CZYTAJ WIĘCEJ: Pamiętacie oburzenie naTemat, że PiS dzieli Polaków? To zobaczcie co właśnie napisali