Mateusz Kijowski został napadnięty na Dworcu Centralnym w Warszawie. Lider Komitetu Obrony Demokracji powiedział, że otrzymał ciosy w kark i głowę, ale nic poważnego mu się nie stało. Zdziwił się, że nikt nie chciał mu pomóc. 

Nie wiadomo czy napaść miała związek z antyrządową działalnością Kijowskiego. Mężczyzna mówił bowiem o tym, że Kijowski donosił komuś kto chce go zabić i mógł być po

– Zostałem wczoraj tuż przed północą na Dworcu Centralnym zaatakowany. Rozmawiałem przez telefon i nagle usłyszałem jakiś stek wyzwisk i otrzymałem dwa czy trzy ciosy w kark i głowę (na plecach miałem plecak, więc były chronione). Poinformował, że zaatakował mnie, bo za nim chodziłem, donosiłem „IM”, gdzie jest, a oni chcą go zastrzelić – przekonuje Kijowski..

Nawet kiedy krzyknąłem „Policja!”, nikt nie zareagował w żaden sposób mimo, że kilka osób interesowało się i przyglądało temu, co się dzieje. Tak, wiem, nie broczyłem krwią leżąc na ziemi. Zawsze staram się reagować, kiedy widzę agresję i muszę przyznać, że ta obojętność niemile mnie zaskoczyła – mówi lider KOD-u.

– Całe szczęście, że nic się poważnego nie wydarzyło. Ale gdyby to była jakaś prowokacja? Gdyby ktoś próbował wzbudzić panikę? Agresywną reakcję? Może histerię? Czy jesteśmy gotowi do weryfikowania informacji? Docierania do źródeł? I czy umiemy zareagować w sposób pokojowy, kiedy sytuacja będzie naprawdę poważna? – komentuje Kijowski.

Polub fanpage pluralistycznego, bezstronnego portalu:

Zobacz również

...