2 kwietnia 2015 roku jest w Kenii najtragiczniejszym dniem od 1998 roku, kiedy to przed amerykańską ambasadą w Nairobi wybuchła furgonetka-bomba. Zginęło wtedy 212 osób. Wczoraj w ataku muzułmańskich terrorystów z al-Szabab na uniwersytet w mieście Garissa zginęło 150 osób. Byli to głównie miejscowi studenci, chrześcijanie. 

W czwartek o 5.30, kiedy studenci szli na mszę świętą, 5 napastników przedostało się na teren kampusu, zabijając przy tym 2 strażników. Potem terroryści zaczęli strzelać do napotkanych osób, w tym do policjantów. Strzały zbudziły śpiących studentów, którzy zaczęli ostrzegać innych przed niebezpieczeństwem.

Terroryści działali według dobrze przemyślanego planu. Dwóch z nich zajęło pozycje strzeleckie na dachu, by spowalniać działania policji, a pozostała trójka rozpoczęła selekcję wśród swoich przyszłych ofiar. Pytali każdego zatrzymanego studenta o wiarę. Muzułmanów puszczali wolno, chrześcijan zabijali na miejscu. Ten cichy i powolny holocaust trwał prawie przez cały dzień, mimo iż policja przybyła na miejsce już po około 25 minutach.

„Kenia toczy wojnę z Somalią (…). misją naszych ludzi jest zabicie przeciwników Al-Szabab” – powiedział AFP przez telefon rzecznik tej grupy Ali Mohamud Rage.

Powiązani z Al-Kaidą islamiści z Al-Szabab kontrolują duże obszary na południu i w środkowej części Somalii, gdzie zaprowadzili prawo szariatu. Od wielu lat na terytorium kraju przeprowadzają też zamachy terrorystyczne. W ostatnim czasie grozili Kenii za wysłanie wojsk do Somalii w ramach sił pokojowych Unii Afrykańskiej, które wspierają słabe władze w Mogadiszu w walce z Al-Szabab.

To smutne, że kraj, gdzie muzułmanie stanowią 10% ginie z ich rąk tylu chrześcijan (jest ich w Kenii 80%). Dlaczego wcześniejsze szturmy policji nie powiodły się? Dlaczego trwało to tak długo? Dowiemy się pewnie za kilka dni w oficjalnym raporcie.

...

Zobacz również