PiS przeciąga śledztwo smoleńskie. Wiadomo już, ile jeszcze potrwa

PiS przeciąga śledztwo smoleńskie. Wiadomo już, ile jeszcze potrwa Źródło: fot. wikipedia.org

Katastrofa smoleńska wydarzyła się blisko 9 lat temu, ale wciąż jest to temat niezakończonych wyjaśnień. Tygodnik "Sieci" wraca w swojej najnowszej odsłonie z wątkiem trotylu znalezionym na wraku prezydenckiego tupolewa. Brytyjskie laboratorium, które zajęło się badaniem szczątek prezydenckiego Tu-154, miało potwierdzić obecność tej substancji.

Katastrofa smoleńska pozostaje na prawicy kwestią nierozwiązaną. Choć od tragedii, która pochłonęła 96 osób załogi prezydenckiego Tu-154, na czele z prezydentem Lechem Kaczyńskim, minęło już blisko 9 lat, w sprawie pojawiają się stale nowe wątki.

Tym razem w publiczny eter wraca nowy-stary wątek trotylu, który miał znajdować się na skrzydle Tu-154. Tygodnik "Sieci" zajął się znów tym tematem, na bazie analiz wykonanych przez brytyjski ośrodek Forensic Explosives Laboratory (FEL), podlegający tamtejszemu ministerstwu obrony. O działanie Brytyjczyków zwróciła się do nich w 2017 roku Prokuratura Krajowa. 

Katastrofa smoleńska analizowana przez brytyjskich specjalistów od materiałów wybuchowych. Potwierdzili obecność trotylu

Portal wPolityce.pl zapowiada poniedziałkową publikację "Sieci", wspominając o głównych wątkach materiału autorstwa Marka Pyzy i Marcina Wikło. Dowiadujemy się, ze wraca stary motyw przewodni - znalezienia na wraku Tu-154 trotylu. Dziennikarze mieli dotrzeć do wstępnych ustaleń śledczych, które ci ostatni uzyskali od pracowników FEL.

Według "Sieci" polska prokuratura otrzymała kilka tygodni temu pismo z informacją o "cząstkowych wynikach analizy". Dziennikarze dowodzą, że na większości z ok. dwustu próbek oddanych do Wielkiej Brytanii znaleziono ślady trotylu, a więc substancji używanych przy produkowaniu materiałów wybuchowych.

Dziennikarze pokusili się o przypuszczenie możliwego terminu zakończenia śledztwa smoleńskiego. Niestety, prognozy nie są optymistyczne. Zdaniem redaktorów prasy konserwatywnej wyjaśniania katastrofy mogą potrwać jeszcze co najmniej kilka lat.

O trotylu na skrzydla Tu-154 jako pierwszy napisał jesienią 2012 roku w "Rzeczpospolitej" Cezary Gmyz. Tekst stał się zaczynem do jego odejścia z redakcji. Dziś Gmyz odnajduje w nowych doniesieniach gorzką satysfakcję.

- Nigdy nie wycofałem się z tez zawartych w materiale „Trotyl na wraku tupolewa” z 30 października 2012 roku. Zawsze twierdziłem, że nie zmieniłbym w tekście ani przecinka. Co najwyżej poszerzałbym ów tekst o nowe fakty. Sama teza o trotylu się jednak broniła - powiedział w rozmowie z "Do Rzeczy". 

źródło: wPolityce

Następny artykuł