Katastrofa smoleńska wciąż figuruje wysoko w wiadomościach polskich mediów. Proces nadal trwa, a na świat wychodzą całkowicie nowe fakty. Kolejny świadek ws. katastrofy smoleńskiej wyznał coś, czego nikt się nie spodziewał. Za tak poważne zaniedbanie grozi sroga kara.

Pilot Jaka-40, Artur Wosztyl, lądował w Smoleńsku tuż przed katastrofą z 10 kwietnia 2010 roku. Teraz został wezwany w roli świadka w procesie b.szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z lat 2007-2013 Tomasza Arabskiego. Arabski, wraz z Moniką B. i Mirosławem K. (urzędnicy kancelarii premiera) oraz Justyną G. i Grzegorzem C. (pracownicy ambasady RP w Moskwie) oskarżeni są o poważne zaniedbania, które mogły przyczynić się do tragedii. Ich proces trwa od 2016 roku, a wszystkim grozi do 3 lat pozbawienia wolności.

Niezwykłe zeznania. Katastrofa smoleńska w całkiem nowym świetle

Artur Wosztyl zeznawał ze względu na otrzymane od szefa sekcji planowania i ewidencji w 36. specpułku tzw. karty podejścia. Są to specjalnie drukowane diagramy, które w przypadku utrudnionych warunków lądowania są niezbędne do odpowiedniego wykonania manewru. Jak się okazało, transport najważniejszych osób w państwie odbywał się przy użyciu starych kart podejścia.

Nie posiadaliśmy aktualnych kart (…) Zostałem poinformowany, że jeśli aktualne dotrą do jednostki, to zostaną nam przekazane. Niektóre karty były w fatalnym stanie, mało czytelne – wyznał w swoim zeznaniu Wosztyl.

Używane wtedy karty mogły więc nie być aktualne ze stanem faktycznym.

– Jaki był więc powód, że wykonał pan ten lot mimo braku aktualnych kart? – zapytano świadka na procesie.

– Informacje były takie, iż 7 i 10 kwietnia 2010 r. lotnisko jest dopuszczone i było mi znane – odpowiedział Artur Wosztyl.

Karty podejścia zawierają takie informacje jak: sposoby działania w przypadku nieudanego podejścia, warunki minimalne do wykonywania określonych manewrów, częstotliwości radiowe i współrzędne geograficzne, a także informacje na temat dróg kołowania. Bez tych aktualnych danych pilot może mieć trudności ze sprowadzeniem samolotu bezpiecznie na ziemię. W przypadku trudnych warunków pogodowych może się to okazać niemożliwe.

Katastrofa smoleńska: Nieścisłości w starych kartach podejścia?

Tuż po katastrofie, w ręce pilotów trafiły całkowicie nowe, aktualne karty. Były w dużo lepszym stanie, przede wszystkim wyraźne. Przypadek?

Sam Artur Wosztyl stwierdził, że dane z kart starszych i tych nowych „pokrywały się”. Mimo to były pewne nieścisłości, między innymi lokalizacja bliższej i dalszej radiolatarni po stronie zachodniej. Rosjanie naprowadzali Polaków od strony wschodniej, bo zachodnie radiostacje prawdopodobnie były wtedy wyłączone. Jak się jednak okazuje, ze strony zachodniej nie było jaru, czyli dużego zagłębienia terenu, a trasa lądowania byłaby krótsza o niemal 30-40 km!

W trakcie lądowania TU-154M pilot odczytywał wysokość z radiowysokościomierza, a więc obecność jaru mogła mieć wpływ na odczyty. Koszmarne zaniedbanie faktycznie mogły zadecydować o katastrofie.

Kolejny biegły przesłuchany zostanie 6 września. Sąd ma także zaliczać materiały dowodowe 25 września, co wskazuje na nadchodzące zamknięcie procesu ws. katastrofy smoleńskiej.

Chcesz coś nagłośnić? Wiesz o bulwersującej sytuacji, która wymaga zainteresowania mediów? Wyślij maila na adres: naglasniamy@pikio.pl. Na pewno przyjrzymy się Twojej sprawie.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Duda cierpi na chorobę filipińską? Szokujące nagranie krąży po sieci
  2. Rydzyk upokorzył swoich fanatyków! „Widzicie, co mohery potrafią?”
  3. Słynny dziennikarz TVN obraził Morawieckiego! „To ciężka patologia”
  4. Bestia, a nie dziecko! Torturował kota w najgorszy możliwy sposób

Tak upamiętnia się Smoleńsk - znane pomniki w Polsce i na świecie [ZDJĘCIA]

Ku pamięci: Straciliśmy ich pod Smoleńskiem [ZDJĘCIA]

Zobacz również