Tajemnice produkcji M jak Miłość wywołały konsternację! Kasia Cichopek tłumaczy się

Tajemnice produkcji M jak Miłość wywołały konsternację! Kasia Cichopek tłumaczy się

Kasia Cichopek to jedna z czołowych postaci w serialu M jak Miłość. Kobieta jest obecna od samego początku jego istnienia, czyli od przeszło 18 lat. Chociaż praca aktora kojarzy się z samymi przyjemnymi rzeczami takimi jak sława czy duże zarobki, to nie zawsze jest tak kolorowo. Ostatnio gwiazda musiała się grubo tłumaczyć.

Kasia Cichopek na planie serialu M jak Miłość musiała stawiać czoła wielu trudnym zadaniom. Musiała wcielić się między innymi w niewidomą postać, odgrywać półnagie sceny, a także godnie oddać emocje osoby zdradzanej przez ukochanego. Mimo to, jedynym z najtrudniejszych wyzwań była praca dziećmi. Jak dobrze skupić się na pracy, gdy jednocześnie trzeba zatroszczyć się o niemowlę? Chociaż widzowie bardzo ją za to podziwiali, to w ostatnim czasie przeżyli ogromny szok. Czyżby aktorka przez tyle czasu ich oszukiwała?

Kasia Cichopek oskarżona o kłamstwo. Internauci skonsternowani

"M jak Miłość" to flagowa produkcja Telewizji Polskiej. Wierni fani serialu śledzą każdy scenę oraz zawarty w nich szczegół. Ich uważne obserwacje doprowadziły do tego, że w Internecie rozpętała się prawdziwa wojna. Czy producenci oszukują swoich widzów? Wiele osób jest o tym święcie przekonanych. Chodzi o obecność dzieci na planie. Osoby śledzące losy serialowej Kingi oraz jej męża szczególną uwagę zwróciły na ich dzieci. Małżeństwo doczekało się w ostatnim czasie bliźniaków, co wywołało niemałą euforię. Niestety, nie trwała ona zbyt długo. Widzowie po bacznych obserwacjach doszli do wniosku, że na ekranie pokazywane są... lalki! W sieci aż zawrzało. - Co to ma być? Taki szanowany serial, a idą tanim kosztem? To jest brak jakiegokolwiek poszanowania dla widza. Kiedyś tak nie było - napisała jedna z osób komentujących.

Kasia Cichopek tłumaczy się z zastosowanego rozwiązania

Na słowa krytyki nie pozostała obojętna sama zainteresowania. Aktorka w jednym z wywiadów wytłumaczyła, że zabieranie niemowląt na plan jest czystym aktem braku humanitaryzmu. - Nagrywanie sceny jednej, która na ekranie trwa powiedzmy minutę, zajmuje nam od godziny do półtorej, a czasem nawet do dwóch godzin. W związku z powyższym, nieludzkim byłoby męczenie dwutygodniowych niemowląt na planie serialu M jak Miłość. Zwłaszcza, że dużo próbujemy, więc obecność dzieci na planie jest wtedy kompletnie zbyteczna i bez sensu. Poza tym grając scenę, kadrujemy w różnych wielkościach - jak jest plan ogólny, no to kadrujemy wszystko i wtedy dzieci są potrzebne do zagrania, ale jak są bliskie plany to dzieci nie widać - po co więc mamy męczyć niemowlaczki - wyjaśniła kobieta.



DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ Aktorka podkreśliła również, że całe te zamieszanie wzięło się z szacunku i miłości do maluszków. - Szanujemy dzieci bardzo, kochamy je, w związku z tym nie traktujemy ich jak rekwizyty, tylko jak małych obywateli i ludzi którzy mają swoje prawa, emocje i jakąś wyporność. W związku z tym rzeczywiście korzystamy z pomocy genialnych lalek, które ułatwiają nam zadania aktorskie w momencie w którym nie pokazujemy całego planu. Łatwiej jest trzymać coś na rękach i grać, niż kompletnie udawać i trzymać próżnię - przekonuje.



Najlepsze newsy dnia:

  1. Największy zwrot akcji w historii programu Rolnik szuka żony! Uczestnik zrobił coś szokującego
  2. Meghan Markle prawie nigdy nie zmienia osobistej części garderoby! Szokujące tłumaczenie
  3. Niespodziewana dymisja na szczytach władzy! Przewrót, którego nikt nie przewidział
  4. Miało się nie wydać przed wyborami! Kuchciński właśnie wbił gwóźdź do trumny Kaczyńskiego
  5. Znaki zodiaku, które są prawdziwymi BESTIAMI w łóżku
Następny artykuł