Niuanse z wczorajszego wystąpienia Donalda Trumpa w Warszawie dopiero dziś wychodzą na światło dzienne. Jak się okazuje, polscy politycy wręcz walczyli między sobą o miejsca na Placu Krasińskich.

Pierwszą osobą, której nie spodobało się przypisane jej miejsce, był Grzegorz Schetyna. Kompletnie nie odpowiadał mu fakt, że to Ryszard Petru miał zasiąść obok Lecha Wałęsy.

Schetyna przybył na miejsce wcześniej od lidera Nowoczesnej w związku, z czym w błyskawicznym tempie podmienił jego nazwisko ze swoim. W czasie relacji z wydarzenia można było zauważyć, że tuż przed jego rozpoczęciem Ryszard Petru stał przed siedzącym Schetyną wyraźnie coś mu tłumacząc. Ten jednak pozostawał niewzruszony.

Komentatorzy podejrzewają, że chodzić mogło właśnie o podmianę miejsca. Lider Platformy Obywatelskiej nie był jednak jedyną osobą, której nie odpowiadało przeznaczone krzesło.

Według planu organizatorów liderzy wszystkich sejmowych partii mieli siedzieć obok siebie. Gdy Jarosław Kaczyński dowiedział się, że miejsce dla niego przygotowano obok liderów totalnej opozycji, wściekł się do czerwoności.

To właśnie dlatego usiadł on w miejscu przeznaczonym dla ministrów rządu Beaty Szydło. Z pewnością ta zmiana wyszła prezesowi Prawa i Sprawiedliwości na dobre bowiem wyraźnie widać było, że minister kultury – Piotr Gliński – tłumaczył mu słowa wypowiadane przez amerykańskiego prezydenta. Trudno wyobrazić sobie, by na taki gest wobec niego zdobył się Ryszard Petru, czy Grzegorz Schetyna.

źródło: fakt.pl

...

Zobacz również