Brudziński widział w nim autorytet. Dzisiaj nienawidzą się jak wrogowie

Brudziński widział w nim autorytet. Dzisiaj nienawidzą się jak wrogowie Źródło: Fot. YouTube/Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji

Joachim Brudziński, prawa ręka Jarosława Kaczyńskiego w czasach młodzieńczych uczęszczał na lekcje wicemarszałka województwa małopolskiego, który był wówczas katechetą. Dziś dawny nauczyciel szefa MSWiA, choć zakładał byłą partię Kaczyńskiego - Porozumienie Centrum, otwarcie sprzeciwia się PiS. Leszek Zegzda tłumaczy swoją decyzję w wywiadzie.

Joachim Brudziński bez wahania wymieniany jest przez większość obserwatorów jako następca Jarosława Kaczyńskiego. Obaj panowie blisko się przyjaźnią, kontaktują się codziennie, a nawet wyjeżdżają na wspólne wakacyjne wycieczki. Szef MSWiA był również odpowiedzialny za utrzymanie PiS w ryzach, gdy prezes przez 40 dni przebywał w szpitalu przy ul. Szaserów w Warszawie z powodu problemów z kolanem. Wystarczy przypomnieć jego wypowiedź o "delfinach", żeby zrozumieć, że Brudziński będzie bronił Kaczyńskiego do ostatniej krwi.

W młodości, gdy mieszkał jeszcze w Nowym Sączu, uczęszczał na katechezę do przyszłego samorządowca i działacza społecznego Leszka Zegzdy, który uczestniczył także w powstawaniu pierwszej partii Jarosława Kaczyńskiego Porozumienie Centrum.

Joachim Brudziński był jego uczniem. Od lat jest politykiem PO

Starszy od Brudzińskiego 10 lat Zegzda z PC wystąpił po dwóch latach. Jak wspomina w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", o swojej rezygnacji z legitymacji partyjnej poinformował listownie samego prezesa Jarosława Kaczyńskiego. - To nie mój styl, żeby prowadzić politykę przez awanturę. Gdy odchodziłem, to napisałem list do Kaczyńskiego, w którym poinformowałem go o moim odejściu. On mi nawet wtedy odpisał, do dzisiaj mam ten list, prosił, żebym jeszcze może przemyślał swoją decyzję. Ale ja już wtedy miałem dość, widziałem, w którym kierunku ta formacja zmierza, podporządkowaniu wszelkich decyzji woli prezesa. I okazuje się, że moje przeczucia były trafne - powiedział wicemarszałek województwa małopolskiego z ramienia PO. Nie trudno zgadnąć więc, że Zegzda i Brudziński nie mają dziś ze sobą wiele wspólnego. Katecheta szefa resortu spraw wewnętrznych doskonale przewidział przyszłość. Nie może być  zadowolony z ministra, którego w przeszłości nauczał, a który przyczynie się dziś do wszystkiego, z czym walczy.



DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ - Brudziński wychowywał się w Nowym Sączu. Tutaj chodził do szkoły. Był w takiej grupie, można powiedzieć, dosyć impulsywnej młodzieży. W tej grupie byli też między innymi obecny minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk oraz wiceprzewodniczący rady nadzorczej Telewizji Polskiej Przemysław Tejkowski. (...) Z tego, co pamiętam, Brudziński i cała ta grupa wtedy mnie się słuchali. A teraz chciałbym, żeby nie szli ślepo tam, gdzie im prezes Kaczyński każe, bo boję się, że droga PiS to droga donikąd - dodaje.

Zegzda zażenowany kandydatką PiS

Nauczyciel ministra Brudzińskiego kandyduje w tym roku na urząd prezydenta Nowego Sącza. Nie ukrywa, że wybór jego kontrkandydatki, której dokonał miejscowy PiS, jest raczej żenujący. - Została nim żona posła Mularczyka, która nie ma żadnego doświadczenia samorządowego i żadnego doświadczenia w kierowaniu zespołami ludzkimi. Zero refleksji nad kompetencją, wystarczy, że swój i ma znane nazwisko. Nie tylko żenada, ale przede wszystkim smutno - stwierdził polityk PO. ZOBACZ TAKŻE: 
  1. Macierewicz skłamał nt. swojej przeszłości? Szokujące fakty ujawnione
  2. Ogromna eksplozja w polskim mieście! Ludzkie szczątki i lej po wybuchu
  3. Odkryto niepokojące ruchy Rosji. „Zbroi się przy granicy z Polską”
  4. Ile zarabia Beata Tadla? Czym zajmuje się dziennikarka?
  5. Denerwował go szczekaniem, mężczyzna zrobił mu coś okrutnego. Pochwalił się w sieci
źródło: wiadomosci.wp.pl Następny artykuł