Wczoraj całą Polską wstrząsnęła skandaliczna, obrzydliwa reklama Tigera. Polacy z całego kraju, wszystkich szczebli społecznych i wszystkich mediów obrzucali markę błotem za to, jak ta potraktowała Powstańców Warszawskich.

Właściciel marki twierdzi, że to największy, a w zasadzie jedyny taki kryzys w historii firmy. Nie wszyscy jednak wierzą Krzysztofowi Pawińskiemu, który błyskawicznie zadecydował o przelaniu 500 tysięcy złotych na rzecz powstańców.

Zdaniem części internautów cała sprawa to zwykła ustawka, która miała na celu wywołanie rozgłosu. Ostatecznie o Tigerze mówiło się we wszystkich mediach, przez cały dzień.

Czy jednak taka zła sława i zapowiadany bojkot napoju mogą przynieść zyski? Okazuje się, że jest to możliwe. Wystarczy tylko spojrzeć na przypadki Ciechana czy Cisowianki, które po podobnych aferach odnotowały wzrost zysków.

Poza motywem, internauci doszukali się także dowodów na poparcie swojej teorii. Ich zdaniem, Tiger już dwukrotnie próbował wywołać podobny skandal. Równie szokujące reklamy pojawiły się przy okazji 10 kwietnia oraz 15 sierpnia. Udało się jednak dopiero teraz. Według zwolenników „ustawki”, gdyby nie chodziło o rozpętanie internetowej burzy, odpowiednie kroki zostałyby podjęte już za pierwszym, a nie dopiero za trzecim razem.

Czy więc cała sprawa była „ustawką”? Trudno stwierdzić. Z pewnością argumenty na rzecz takiej tezy nie są irracjonalne czy wyjęte z kosmosu. Z drugiej strony jednak, to zdecydowanie za mało, aby móc z całą odpowiedzialnością oskarżyć Tigera o celową zagrywkę. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

...

Zobacz również