Tragedii w Gdańsku można było uniknąć? Służby zignorowały ostrzeżenia matki mordercy Adamowicza

Tragedii w Gdańsku można było uniknąć? Służby zignorowały ostrzeżenia matki mordercy Adamowicza Źródło: Fot. YouTube

Od trzech dni wszystkie oczy skierowane są na Gdańsk, gdzie 13 stycznia dokonano, niestety udanego, zamachu na prezydenta miasta Pawła Adamowicza. Samorządowiec zmarł następnego dnia, lecz tragedii można było uniknąć. Służby zignorowały ostrzeżenia matki Stefana W., mordercy Adamowicza.

Wiele wskazuje na to, że tragedii, którą żyje obecnie Gdańsk, z łatwością można było uniknąć i nie wymagałoby to żadnej dodatkowej ochrony, specjalnych ustaw dotyczących imprez plenerowych czy obstawy tzw. VIP-ów. Wszystko zniweczyli jednak kierujący zakładem karnym, w którym jeszcze niedawno przebywał zamachowiec, Stefan W. Mężczyzna wyszedł na wolność 8 grudnia po kilku latach spędzonych w półotwartym zakładzie na gdańskiej Przeróbce, w którym umieszczono go za napady na banki. Na tydzień przed jego wypuszczeniem miejscowa policja wiedziała już, że może być bardzo niebezpieczny.

Mundurowi informacje tę przekazali do rzeczonego zakładu, lecz kierujący nim nie zareagowali na nie. Co ciekawe o możliwości popełnienia kolejnego przestępstwa przez W. poinformowała jego własna matka.

Gdańsk: morderstwa Pawła Adamowicza można było uniknąć

Matka Stefana W. jeszcze pod koniec listopada zeszłego roku zgłosiła policji, że jej syn jest potencjalnie niebezpieczny, a jego wypuszczenie na wolność stwarza ogromne zagrożenie. Swoje zdanie popierała usłyszanymi od mężczyzny zapowiedziami zemsty na politykach (W. uważał, że został osadzony w więzieniu bezpodstawnie przez polityków PO). - 30 listopada 2018 roku do Komisariatu III Policji w Gdańsku zgłosiła się osoba zaniepokojona stanem psychicznym Stefana W., który aktualnie odbywał karę pozbawienia wolności. Policjanci jeszcze tego samego dnia wysłali pismo do dyrektora zakładu karnego, w którym przebywał osadzony, informując go o pozyskanej wiedzy. W piśmie tym zwrócili się z prośbą o podjęcie przez zakład karny możliwych dostępnych działań - poinformowała asp. Karina Kamińska z gdańskiej policji. DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ I FILMEM Dyrekcja zakładu nie przychyliła się jednak do tego wniosku i wypuściła Stefana W. na wolność. Niewiele ponad miesiąc później mężczyzna spełnił swoją obietnicę i dokonał zamachu na Pawła Adamowicza, który, co ważne, zdążył już odejść z PO.

Co mogły zrobić służby?

Jak podaje "Fakt" Stefana W. można było objąć postanowieniami tzw. ustawy o bestiach. Prawo to pozwala na zamknięcie w specjalnym ośrodku dla szczególnie niebezpiecznych przestępców z zaburzeniami psychicznymi. Stałoby się tak nawet pomimo faktu, że W. odsiedział całą zasądzoną mu karę. Niestety, ale brak reakcji na apel matki zamachowca poskutkował jego wypuszczeniem z murów zakładu karnego. Następstwem tego było oczywiście zabicie prezydenta Gdańska. Niedługo powinien ruszyć proces mordercy, którego oskarżono o popełnienie morderstwa z powodów zasługujących na szczególnie potępienie. Grozi mu przynajmniej 12 lat pozbawienia wolności. Pikio.pl będzie relacjonowało to postępowanie. ZOBACZ TAKŻE NA PIKIO.PL:
  1. Prokuratura właśnie podała, jak naprawdę zginął Paweł Adamowicz
  2. Krystyna Pawłowicz okrzyknięta ikoną mody?! Internauci nigdy nie byli tak bezlitośni
  3. Podpisz petycję! Apelujemy, żeby Jerzy Owsiak pozostał prezesem WOŚP
  4. Edytę i Czarka Pazurów dzieli 26 lat! Kim jest żona słynnego aktora?
  5. Ilona Felicjańska oskarża byłego męża o swoje uzależnienie! „Przemoc psychiczna i…”
źródło: fakt.pl
Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News