Najbardziej popularne wydarzenie weekendu, czyli roast Popka wzbudził mnóstwo kontrowersji, a duża część internautów jest załamana poziomem i twierdzi, że granice zostały przekroczone. Żartowano między innymi ze śmierci Anny Przybylskiej. 

Na roast rapera Popka zjechali się celebryci, którzy chcieli pokazać się na hucznie zapowiadanej, najbardziej popularnej imprezie weekendu. W klubie Progresja żartami, mniej lub bardziej zabawnymi, sypano jak z rękawa, ale nie wszyscy doskonale się bawili.

Na widowni pojawiły się rodziny z dziećmi i młodzi fani Popka. Byli świadkami brutalnych żartów, choć doskonale powinni sobie zdawać z tego sprawę. Większość z nich dotyczyła narkomanii Popka i homoseksualizmu Roberta Biedronia, który potem sam ochoczo używał seksualnych aluzji.

Podczas roastu raper Sobota wciągnął kokainę, a jeden z organizatorów imprezy zabrał narkotyki Popkowi słysząc, iż jest „skurwysynem”. Impreza natychmiast została porównana przez uczestników do katastrofy smoleńskiej, a za chwilę posypały się żarty ze śmierci Jana Pawła II. Oburzenie wzbudził dowcip ze śmierci Anny Przybylskiej, który odnosił się do nazwiska Popka, które brzmi „Rak”.

– Nie chcę łączyć śmierci Przybylskiej z rakiem… 

Popek był pijany, a na scenę wszedł z 5-litrową butelką wódki. Oblane alkoholem kartki rzucał w kierunku fanów. Następnie zaczął udawać seks z fotelem oraz z jednym z prowadzących.

Wielu internautów jest oburzonych i twierdzi, że granice zostały przekroczone, a nawet uczestnicy roastu powinni czasem ugryźć się w język.

...

Zobacz również