Nie żyje 6 osób, które były na emeryturze. Nie zmarły z przyczyn naturalnych

Nie żyje 6 osób, które były na emeryturze. Nie zmarły z przyczyn naturalnych Źródło: Pixabay/sabinevanerp

Emerytura często nie jest wyłącznie czasem zasłużonego odpoczynku po latach pracy. Zdarza się, że ze względu na pogarszający się stan zdrowia wiąże się ona koniecznością zapewnienia stałej opieki naszym seniorom. W związku z tą oczywistą koniecznością, nikt nie mógł się spodziewać, że dojdzie do tej tragedii.

Emerytura w Polsce często bywa tematem trudnym, kontrowersyjnym. Wielu polskich seniorów żyje na granicy ubóstwa. W starszym wieku organizm nie jest już tak wytrzymały, a często choroby emerytów są na tyle uciążliwe, że wymagają oni stałej opieki, a ich dzieci, wnuki lub najbliższa rodzina nie są w stanie się nimi zająć. W takim wypadku pozostaje jedna droga - zatrudnienie opiekuna. To rozwiązanie nie zawsze jednak jest właściwe, co pokazuje przykład pewnego mężczyzny, który miał obowiązek opiekowania się osobami starszymi.

Grzegorz W. był pielęgniarzem, pracującym w Niemczech. Jego zadaniem była opieka nad osobami starszymi, którzy nie byli wstanie sami sobie poradzić z codziennymi czynnościami. Na jesieni ubiegłego roku został aresztowany, a niedawno oficjalnie przedstawiono mu zarzuty dokonania sześciu morderstw na emerytach, którymi się opiekował.

Ich spokojna emerytura została ukrócona. Zabójca tłumaczy się w sądzie

Grzegorz W. pracował początkowo w Wielkiej Brytanii, następnie zaś przeniósł się do Niemiec. Od 2008 roku prowadził działalność zawodową i cieszył się zaufaniem swoich pacjentów. Jednak dziwna zbieżność śmierci jego kolejnych podopiecznych wzbudziła zainteresowanie niemieckich służb, co w końcu naprowadziło ich na trop czynnego mordercy.

Po aresztowaniu przedstawiono mu zarzuty i dowody w sprawie. Grzegorza W. oskarża się o wstrzykiwanie insuliny swoim pacjentom, nawet tym, którzy tego nie potrzebowali. W wyniku dawki tego środka organizm seniorów przestawał prawidłowo funkcjonować, co doprowadzało do ich śmierci. Ta wydawałoby się skuteczna i nie budząca podejrzeń metoda w końcu doprowadziła go przed sąd. Grozi mu za to nawet dożywotnie pozbawienie wolności.

Jednak w całej sytuacji najbardziej kuriozalne wydają się wyjaśnienia składane przez Grzegorza W. Jak sam twierdził, nie miał zamiaru zabijać swoich podopiecznych, a jedynie sprawić, by wylądowali w szpitalu. Mógł bowiem wypowiedzieć umowę tylko w przypadku gdy senior znajdzie się w szpitalu lub umrze.

DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ

Jeszcze bardziej szokuje wyjaśnienie dotyczące powodów chęci zerwania umowy. Jak twierdził, w niektórych domach, w których opiekował się pacjentami nie było wi-fi, nie smakowało mu jedzenie, lub też musiał budzić się w nocy, gdy jego pacjenci potrzebowali pomocy.

Te słowa wywołują niemałe oburzenie. Emerytura osób, którymi opiekował się Grzegorz W. przez niego stała się jedynie krótkim okresem męki. On sam zaś, jeśli nie liczył się z utrudnieniami, z którymi w oczywisty sposób wiązał się jego zawód, nie powinien w ogóle go podejmować. Teraz przyjdzie mu za to zapłacić.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Magda Gessler schudła! Wymyśliła swoją dietę i wyeliminowała TEN produkt
  2. Partner Agnieszki Fitkau-Perepeczki był młodszy od niej o 41 lat!
  3. Polsat: Nagle podczas występu zmarł artysta na oczach widzów. Niewyobrażalna tragedia
  4. Kolejna uwielbiana postać zniknie z M jak miłość? Lekarze stoczą walkę o jej życie
  5. Tak wygląda grób Babki z "Kiepskich" lata po śmierci artystki. Wzruszające

źródło: Fakt

Następny artykuł