1 kwietnia w Polsce ma wejść w życie prawo, które zlikwiduje szarą strefę hazardową. Ze stacji benzynowych, sklepów i barów mają zniknąć popularne prywatne automaty. Zastąpią je inne, rozpowszechniane przez markę, którą wyznaczy premier Beata Szydło. Państwo ma przejąć bowiem monopol na stawianie tego typu urządzeń. Dlaczego więc szefowa rządu wciąż nie wybrała oficjalnie firmy reprezentującej władze w tej kwestii?

Od 1 kwietnia wszystkie półlegalne automaty hazardowe powinny zniknąć, by mogły zastąpić je te wytypowane przez państwo. Wszyscy politycy oraz dziennikarze przypuszczali, że firmą wybraną przez Szydło będzie Totalizator Sportowy, realizujący np. Lotto, czy popularne zdrapki. Szefowa rządu wciąż jednak nie określiła się w tej kwestii. Niektórzy przypuszczają, że po prostu nie chce, by w ogóle tego typu maszyny mogły być ustawione gdziekolwiek w Polsce.

Podejście premier dziwi, gdyż dzięki tej nowelizacji do skarbu państwa ma rocznie wpływać ok. 1,5 mld zł. Oprócz tego sam Totalizator Sportowy, mimo że nie został oficjalnie wybrany, sugeruje, że jest całkowicie gotowy na wejście nowych przepisów. Szydło nie reaguje jednak na to i wciąż zwleka, a czas na podjęcie decyzji miała już od 1 stycznia.

Z drobnym ponagleniem do premier Szydło zwrócił się już nawet minister Mateusz Morawiecki. W liście miał nieco ponaglać szefową rządu do podjęcia decyzji oraz sugerować delikatnie, że odpowiednim wyborem byłby właśnie Totalizator Sportowy.

Oprócz zmiany w rozpowszechnianych automatach prawo miałoby wprowadzić możliwość wypełniania kuponów Lotto przez internet. Możliwe, że to znaczne ułatwienie w korzystaniu z usług hazardowych odstrasza premier od podjęcia jednoznacznej decyzji.

...

Zobacz również